Powrót do korzeni. Część 4…

Dla porządku, część trzecia


Opowiem Wam teraz o najważniejszych elementach mojej polskiej i amerykańskiej codzienności. Najważniejszych dla dziecka, którym kiedyś byłem… O bajkach i serialach.

Mała uwaga: jeżeli przy którymś tytule nie ma linku, znaczy to, że nie udało mi się  go w necie odnaleźć, albo jest Czytelnikom na tyle znany, że nie potrzeba ilustracji…

Była Cartoon Network, na której tutaj w kraju szlifowałem angielski. Ze wszystkimi tymi naprawdę dobrymi bajkami – „Laboratorium Dextera”, „Atomówki”, „Johnny Bravo”, „Jam Łasica”„Krowa i kurczak”„Exo-Squad”„2 głupie psy”, „Kapitan Planeta”. Ukochane postaci z Looney Tunes: Królik Buggs, Kot Sylwester, ptaszek Tweety, Diabeł Tasmański, Kaczor Daffy, Elmer Fudd, Struś Pędziwiatr, albo Speedy Gonzales. Looney Tunes miały także swoich małych odpowiedników: „Tiny Toones”. „Przyjazny Duszek Kacper”… Była „Maska”, byli „SWAT Katz” (jedna z najukochańszych moich bajek). Agent 007 świata kreskówek:„Secret Squirrel”. Groteskowy „Sok z Żuka”… Zwariowane wyścigi postaci z bajek: „Wacky Races” (bajka z końca lat 60-tych!), a także przygody szalonej eskadry lotniczej z Dickiem Wredniakiem i Bałwanem na czele, wiecznie próbującej„łapać gołębia!”. Ach, ten charakterystyczny śmiech Bałwana…  

To był czas klasyki: Ulica Sezamkowa, „Miś Yogi i Bubu”, żeglarz Popeye z nieodłączną fajką w ustach i puszką szpinaku w kieszeni. „Tom i Jerry” oraz ich młodsze wcielenie: „Szczenięce lata Toma i Jerry’ego”, „Jetsonowie”, „Scooby-Doo” pod każdą postacią, „Flitstone’owie”, Pies Huckleberry, „Pixie i Dixie i Pan Jinx”, pies Droopy.

Pamiętacie to jeszcze Moi Drodzy? Bo ja tak. Jakiś czas temu w szafie z taśmami wideo w dużym pokoju odkryłem kilka tych klasyków na kasecie (dosyć kiepskiej już jakości) kupionej mi przez Rodziców w 1989 roku!  

Dzisiaj już nie ma takich bajek. Nie ma też już tego dawnego CN. Zniknęło z kablówki w 1999. Pewnego dnia najpierw rano bez ostrzeżenia wyłączyli obraz, kilka godzin potem dźwięk…


Zawsze były i będą bliskie memu sercu dwie dobranocki:„Gumisie” z niezapomnianą piosenką Andrzeja Zauchy.„Smerfy”, gdzie Gargamelowi użyczył głosu Wiesław Drzewicz (którego pamiętam też z pierwszej polskiej telenoweli, „W Labiryncie” z 91 roku). 

Poza tym: Kubuś Puchatek, Miś Uszatek (niezapomniany Mieczysław Czechowicz, czyli hrabia Horvath z wielokrotnie wznawianego, a przeze mnie lubianego, „Janosika”). „Porwanie Baltazara Gąbki”, kultowi Krecik, Myszka Miki, Kaczor Donald, Goofy, pies Pluto. „Kacze Opowieści”, „Chip i Dale”, „Pszczółka Maja”, Koziołek Matołek czy ponadczasowe: „Nu, pagadi!” Wilka i Zająca. Reksio. Zielony smok Tabaluga walczący z nikczemnym bałwanem Arctosem też przypadł mi do serca. Łezka mi się kręci w oku kiedy to piszę…


Puszczane na różnych stacjach unikaty, które cały czas tak dobrze pamiętam: „Freakazoid”„Animaniacy”, „Dżdżownica Jim”, „Świat według Bobby’ego” (pokazywany też u nas).  „Pinky i Mózg”„Widget”„Johnny Quest”, „Garfield”, „Gdzie jest Carmen Sandiego?”. Przygody trójki przyjaciół: „Ed, Edd i Eddy”. Fioletowy futrzak: Kot Ik (zawsze pokazywany w paśmie z przygodami stwora Kluttera, a także pechowych „Grzmotozaurów”). Kot Tip-Top, czy dwa zwierzaki w jednym ciele – Kotopies. Dobrze pamiętam również sympatycznego misia koala: „Blinky Bill” (u nas tłumaczony różnie: „Psotny” albo „Bystry” Bill). Była w tamtych czasach jeszcze jedna bajka o niedźwiedziach: „The Hair Bear Bunch”


Był nieco fajtłapowaty superbohater ukrywający się pod przebraniem sprzątacza na komisariacie policji – „Hong-Kong Phooey!”

Bajkowa wersja „Upiora w operze”, czyli „Szkoła Latającego Nosorożca”… To była ostatnia bajka, jaką obejrzałem, zanim wyłączyli Cartoon Network.

Morticia, Gomez, ich dzieciaki, lokaj a’la Frankenstein, Kuzyn Coś, Wujek Fester, Babcia i ta chodząca ręka… Kto jeszcze miał ciarki na plecach oglądając „Rodzinę Addamsów” ?

„Fish Police” – najbardziej „dojrzała” pod względem treści bajka spółki Hannah-Barbera. Tak dojrzała, że została zdjęta z anteny po zaledwie sześciu odcinkach. W tamtych czasach nie dostrzegałem tych wszystkich aluzji kryminalno-seksualnych. Po prostu cieszyłem się kolejną arcyciekawą bajką… 


Oprócz tego były: „Street Sharks”„Hrabia Kaczula”,„Centurions”, Inspektor Gadżet, „Fantastyczna Czwórka”.„Srebrny Serfer”„Gargoyles”„Space Ghost” (kolejna dawka lat 60-tych. SG miał własną bajkę oraz talk-show. Zamieściłem oba intra). „Dynomutt: Cudowny Pies”Dżin Shazzan, przesympatyczny Alf, bądź Double Dragon.

Nie można tu rzecz jasna zapomnieć o Pikachu & Spółce, znaczy Polsatowych „Pokemonach”. Strasznym byłem fanem, oj strasznym. Oglądałem odcinki, zbierałem karty kolekcjonerskie, naklejki. Pika-piiika-piii!!   


Zawsze będę się wzruszać na wspomnienie sobotnio-niedzielnych poranków amerykańskich, kiedy to razem z Mamą i Busią oglądałem na kanapie popisy klauna Bozo. W tygodniu zaś czekałem na „Kidsongs” – dziecięcą listę przebojów, prowadzona właśnie przez dzieci. Często śledziłem również przygody fioletowego dinozaura Barneya, oraz zwariowanej rodziny Simpsonów…


W Polsce weekendowe poranki należały najczęściej do trolla Hugo, a także do herosów: „Xena: wojownicza księżniczka” z Lucy Lawless, „Przygody Herkulesa” z Kelvinem Sorbo, „Przygody młodego Herkulesa” z Ryanem Gosslingiem…

Oprócz tego pamiętam: „Magnum” z Tomem Selleckiem i„Jake And The Fat Man”, czyli „Gliniarza i prokuratora”.„Renegata” na motorze… „Dynastię” z nieżyjącym już Williamem Forsythem, oraz jego serialową żoną Crystal i diaboliczną Alexis. „Airwolf” z tym charakterystycznym, czarnym śmigłowcem… „McGuyver”, co z pudełka zapałek potrafił stworzyć bombę, czy niezawodna „Drużyna A.”.

Puszczali kiedyś na Jedynce, tuż przed dobranocką, serial z Piotrem Fronczewskim: „Tata, a Marcin powiedział…”. 

Zawsze bardzo lubiłem serial pt. „Siedem życzeń”. Chłopak imieniem Darek znajduje przypadkiem tajemniczego mówiącego kota Rademenesa, który okazuje się być przeklętym staroegipskim kapłanem. Było tego 7-8 odcinków, w każdym Rademenes spełniał jedno życzenie Darka. Wynikały z tego różne ciekawe i zabawne sytuacje. W jednym z odcinków wystąpiła nawet odpowiedzialna za oprawę muzyczną serialu Wanda Kwietniewska z zespołu „Wanda i Banda”.

TVP1 miała kiedyś z kolei inny serial, który także bardzo mi się podobał: „Dotyk Anioła” o dwóch anielicach, Tess i Monice, zesłanych przez Pana na ziemię, aby pomagać ludziom w potrzebie… Często tym dwóm anielicom towarzyszył też „anioł śmierci”, grany przez Johna Dye’a.

Była popularna po obu stronach Oceanu „Full House”, czyli „Pełna chata” – tam zaczynały sławne bliźniaczki, Mary-Kate i Ashley Olsen. Ich serialowym ojcem był Bob Saget: komik, prowadzący pierwszą wersję „America’s Funniest Home Videos”. Na tym programie wzorowało się nasze polskie„Śmiechu warte” z Tadeuszem Drozdą.

Kiedy tak o tym piszę teraz, przypomniał mi się kolejny program, który był dla nas na TVN punktem obowiązkowym:„Ale Plama!” Rewińskiego i Piaseckiego.

Wspomniałem wcześniej o McGuyverze, zatem dla dopełnienia wypada powiedzieć też o jego polskim odpowiedniku: Adamie Słodowym i „Zrób to sam” (ZTS pamiętam bardzo słabo, ale jednak…). 

Doskonale pamiętam za to przytulne wnętrze gabinetu Profesora Jana Miodka i jego „Ojczyznę-polszczyznę”…

W weekendowe popołudnia zaś oglądałem z Mamą i Tatą na Dwójce listę przebojów „30 Ton”. Ach, co za programy… Jak w przypadku bajek, takich programów też już nie ma.


Rodzice oczywiście też mieli swoje ulubione seriale, do których jeszcze dzisiaj z przyjemnością wracają, a które ja także pamiętam ze swojego wczesnego dzieciństwa…  

Tata kocha „Stawkę większą niż życie” i „Czterech pancernych…” (ja też ich dzisiaj oglądam, głównie ze względu na Szarika). Lubi „Przygody psa Cywila”, „Podróż za jeden uśmiech”, czy „Stawiam na Tolka Banana”. A toukochane seriale mojej Mamy:

– amerykański E.R. („Ostry dyżur”, zwłaszcza najwcześniejsze serie, z Clooneyem);

– czechosłowacka jeszcze wtedy, Nemocnica na kraji mesta(„Szpital na peryferiach”);

– „Żar tropików”: przygody dwojga detektywów pod palmami;

– „Ptaki ciernistych krzewów” (ten tytuł pamiętam jedynie w urywkach) z Richardem Chamberlainem…

– „Doktor Quinn” z Jane Seymour…


Z tego drugiego serialu mojej Rodzicielki, który oglądaliśmy zawsze wszyscy troje, zapadła mi w pamięć scena: doktor Štrosmajer udziela jednej pielęgniarce reprymendy: „Gdyby głupota miała skrzydła, to Pani latałaby jak gołębica”  


Tym wesołym akcentem kończę tę część Wspomnień. Szykujcie się, Moi Drodzy, na kolejną. Trochę tego jeszcze będzie, stety-niestety… 

Posted on 29 grudnia 2010, in Oghaim, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: