Bajka O Rycerzu…

Za inspirację tej notki dziękuję Mojej Kochanej Przyjaciółce Kamilce  🙂

W popełnionym przeze mnie kilka miesięcy temu opisie Polanki wspomniałem o obłożonym kamieniami kole, w którym rozpalam ognisko kiedy chcę się ogrzać.
Chciałbym Was teraz zaprosić przed owe ognisko…

****

W pewnej krainie na Ziemiach Małopolskich, Sądecczyzną zwanej, prawie ćwierć wieku temu przyszedł był na świat Chłopiec. Niczym poza drobnymi problemami z motoryką kończyn się nie wyróżniał. Ot zwyczajny Chłopiec jak każdy inny.
Jednakże w czasie jego narodzin, najjaśniejszą z konstelacyj niebieskich był Scorpio i najjaśniejsza gwiazda tejże, Antares… Ci zaś, których patronem jest Skorpion, mają szczególne skłonności ku rzeczom tajemniczym i starodawnym. Nie inaczej było w przypadku naszego Chłopca. Wyjątkowo ukochał właśnie rzeczy tajemnicze i starodawne. Tak samo było zresztą ze wszystkim, czym się parał. Tako wybranym pasjom, jak i ukochanym osobom, poświęcał się bez reszty.
Czas mijał i Chłopiec wyrósł na Rycerza. Słabego wprawdzie zdrowia, jak każdy człowiek miał też swoje grzeszki i wady (tych ostatnich było zapewne więcej, niźli zalet), lecz serce biło w jego piersi gorące, jasne miał poczucie sprawiedliwości i wrażliwość wielką.
Chłopiec wyrósł na Rycerza. Rycerza duszą i myślą, chociaż nie ciałem. W świecie do którego został powołany, nie stało już bowiem żadnego Króla, który mógłby go pasować, jak obyczaj starodawny nakazuje. Dukatami na prawdziwą zbroję ani miecz nie dysponował, dobytek także miał skromniutki. Aliści ród jego sięgał daleko w przeszłość, choć tradycje miał ościenne raczej niż polskie. 
Nasz Rycerz był jednak dumny ze swoich korzeni; chociaż był obywatelem świata, czuł się Polakiem. A raczej: Staropolakiem. Poddanym Wielkiej, wielokulturowej, dumnej i mądrej Rzeczypospolitej. Takiej, jaka była niegdyś. Przed rozbiorami, wojnami, osobistymi waśniami i partykularnymi interesami.Uważał się też za poddanego Imperium Brytyjskiego. Anglowie bowiem niegdysiejszą swoją wielkością i potęgą reprezentowali te same wartości, co Staropolacy.

Jako się rzekło, Rycerz na zbroję tudzież miecz funduszy nie posiadał. Ale miał herb, który prywatnie sobie wyrobił.

Czteroczęściowy on był. W pierwszej części przedstawiona była złota korona nad majestatyczną górą. To jego nazwisko było.

W drugiej części znajdowało się wielkie czerwone serce. Jego serce. Jego wrażliwość.

W trzeciej części znajdowała się wielka chmura – Rycerz bowiem marzycielem był.

Czwarta część herbu przedstawiała planetę Ziemię – mimo, iż bohater nasz lubił błądzić w obłokach, potrafił w potrzebie twardo stąpać poziemi. Taki, z grubsza rzecz ujmując, był Rycerz…

Wróćmy jednak do kwestyi Staropolskiej. Chłopiec, który wyrósł na Rycerza, duchem żył w krainach znacznie dalszych i w czasie odleglejszych niż ta, w której się narodził. Stąd wiele spraw postrzegał przez pryzmat tychże krain, w których serce jego i dusza pomieszkiwały. Nie oznaczało to wszakże, iż nie dostrzegał tej Rzeczypospolitej, w której żyło jego ciało. Dostrzegał ją, ale jej nie pochwalał.

Nie pochwalał bieganiny, materializmu, braku czasu, dążenia do wszelkiego rodzaju władzy i wpływów niezależnie od kosztów. Nie pochwalał zaniku romantyzmu i zaniku zachwytu nad codziennymi drobnostkami.Trywializowania wyznawanych przez niego ideałów. Dostrzegał w niektórych sytuacjach wręcz upadek obyczajów: to również budziło w nim niesmak i lęk.

Nasz bohater widział to wszystko i próbował zmienić. Romantyzmu tudzież ideałów miał Ci on dostatek, czemuż by zatem nie podzielić się tymi cechami z innymi? Próbować te cechy wskrzesić i podtrzymać je? Ukazać współczesnym piękno romantyzmu i rycerskości?

Poczytywał to sobie Rycerz za swego rodzaju Misję. Wędrował po różnych Krainach świata, niósł swoje ideały innym. Poznawał inne ludy, kultury i równocześnie coraz lepiej poznawał siebie. Owe poznanie zewnętrzne i wewnętrzne ubogaciło go niezmiernie. Miało ono jednak też swoją ciemniejszą stronę…

Coraz jaśniejszym stawał się dlań fakt, że w obecnym świecie nie tylko Królów z mocą pasowania już nie staję. Próżno też uświadczysz Białogłowę, która pragnie tudzież potrzebuje ratowania i rycerskiego traktowania. Która wierna, której wiersze można by pisać, niespodzianki tworzyć, o której pieśni na całą okolicę można śpiewać. Która czeka na swego Księcia. A kiedy się już owego doczeka, serce swe bez reszty mu odda.

Prawda wprawiła z początku naszego bohatera w konsternację niemałą. Współczesne Białogłowy niby rozumiały rycerskie ideały i romantyzm i tęskniły do nich – jednak kiedy oddawał którejś serce, żadna przyjąć go nie chciała. Rycerz nasz romantyczny był ponad wszelką miarę, co niezgodne jest z obyczajami obecnej Rzeczypospolitej.

Damy się go bały. Nie potrzebowały poezyj ni pieśni, nawet niespodzianek nie przyjmowały. Potrzebowały brutala, twardego i silnego woja, który przed złem wszelakim je obroni. Brutala przez którego płakać by mogły, bynajmniej nie ze szczęścia. Człeka nieprzewidywalnego, szaleńca, z którym wespół na dyskotekach i balach przeróżnych by szalały. Mężczyznę z krwi i kości. Nawet najgorsze cierpienie przez takiego zadawane jest dla obecnej Damy rozkoszą…

Takich właśnie mężczyzn dzisiejsze kobiety potrzebują.

Teraźniejsze czasy zaiste nie są łaskawe dla ludzi takich jak nasz bohater. Wiedział on o tym od dawna. Porażek w materyi sercowej miał bez liku i każdą jedną ciężko przeżywał. Zawsze jednak starał się być dobrej myśli.

Twarda rzeczywistość znalazła chyba w końcu szczelinę w jego twardym romantyczno-poetycznym pancerzu. Zachwiano jego ideałami. Odłożył więc nasz Rycerz romantyzm swój do lamusa. Myślał o nim: „Przeżytek i zawada, rzecz mię uwsteczniająca”. Nie wiedział, czy go kiedykolwiek znowuż podejmie. Od tej też pory, serce w drugiej części jego herbu pęknięte było na dwoje…

Trzeba jednak wspomnieć na koniec, iż matką jego była Nadzieja. I choć wiadomo dobrze, czyja ona mać, Rycerz pielęgnuje w duszy jeszcze ostatnią, maleńką Jej iskierkę. Wciąż wędruje po Krainach, a owa iskierka pozwala mu funkcjonować pozornie normalnie. Pozwala nadal wierzyć (a możliwe, że owa wiara jeno złudzeniem jest) w to, że jest gdzieś w szerokim świecie Dama, która kiedyś znowu doda skrzydeł jego ideałom. Przy której poczuje się spełniony. Dama o takiej samej duszy, o podobnych tęsknotach i pragnieniach, jak jego…

* * *

Do zobaczenia w Nowym Roku…

Advertisements

Posted on 28 grudnia 2009, in Oghaim, Smaointe, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: