Ty.

Jest głęboka noc. Ale ja nie mogę spać. Tęsknota mi nie pozwala… Tęsknota za Tobą. Idę więc długą, leśną ścieżką, z Aniołem Stróżem u boku. Leśnych drapieżników nie boję się wcale – Mój Anioł Stróż mnie ochroni. Dlatego idę zupełnie bez lęku. Jeden mam tylko cel – Ciebie odnaleźć…

 

Podążam niestrudzenie za moim przewodnikiem. Za Księżycem, jasno przez drzewa świecącym. W jego srebrzystej poświacie widzę postać Twą. Tuż poza zasięgiem moich rąk. Nie mogę Cię dotknąć, nie mogę objąć. Wołam do Ciebie, chociaż nie znam Twojego imienia. A może: znam je od zawsze? Zatrzymujesz się co jakiś czas, patrząc na mnie przez ramię, uciekasz znowu przedłużając moje poszukiwania. 

 

Szukam Cię i szukać nie przestanę. Chociaż czasami zastanawiam się, czy w ogóle warto. Chociaż nie wiem nawet, jak wyglądasz. Poświata Selene, w której stoisz, kryje przede mną wszystkie prawie detale.

I widzę tylko, że jesteś wysoka, ciało masz piękne, a sercem czuję: duszę jeszcze piękniejszą… Masz długie włosy. Do ramion, być może dłuższe. Blond, brązowe, kruczoczarne, czy rude? Nie wiem. 

 

Widzę coś, kiedy tak co jakiś czas stajesz, patrząc na mnie przez ramię. Twoje oczy: są duże, a spojrzenie ich głębokie, czułe, kuszące. Zielone, niebieskie, brązowe, szare, piwne, czy czarne? Tego nie wiem też. 

 

W świetle Księżyca szczegóły rozmazują się, jak miraż na pustyni. Pozostaje tylko nikły zarys. Ulotna obietnica czegoś pięknego. Czy jej kiedyś dosięgnę? 

 

Jeszcze jedną rzecz widzę, poza obietnicą w Twoich oczach. Welon utkany z gwiazd, kryjący dolną część Twojej twarzy. Dlatego na niebie nie ma gwiazd tej nocy, dlatego sama Selene tylko świeci – wszystkie gwiazdy, wszystkie marzenia są u Ciebie. Ty je wszystkie masz. 

 

Staję pośrodku lasu, nieśmiało wyciągam rękę. Czy mi je dasz?

Stajesz również. Tak samo wyciągasz rękę. Przez jedną, krótką niby sen chwilę, nasze palce stykają się. Potem znów uciekasz, wciąż cała skąpana w srebrnym blasku. I ja biegnę. Biegnę za Tobą. Chyżo niczym łania przed myśliwym między drzewami mkniesz. Dalej i dalej ode mnie. Ale ja kroku nie zwalniam. Przyspieszam nawet, bardziej zdeterminowany. Jeden mam tylko cel: Ciebie dogonić, Ciebie odnaleźć… 

Na kraniec Świata nawet pójdę. Bo Tyś szczęścia uosobieniem. Wielkim moim, niespełnionym marzeniem. Tlącym się wciąż w sercu cichym pragnieniem. Wołam do Ciebie. Czy pozwolisz się dogonić? Czy pozwolisz się kiedyś…w końcu…odnaleźć…? 

* * * *

Inspirowane Nią. Jej uśmiechem i oczami. Jej powyższy tekst jednak bezpośrednio nie dotyczy. Ona jest dlań tylko piękną Inspiracją. Inspiracją była też Tęsknota…

Kolejna porażka sercowa. Chociaż nie wiem, czy można to tym razem aż tak nazwać. Nie było wielkich nadziei, więc i cierpienia wielkiego nie ma. To dobrze. Jest tylko smutek…

Reszta, Moi Kochani, jest milczeniem…

Advertisements

Posted on 16 września 2009, in Oghaim, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: