O radości w codzienności: Notka Szczurkiem inspirowana…

Przeczytałem wczoraj komentarz od Szczurka, którego część brzmi następująco: „Odnosząc się o notki napisze tak. Twoja opowieść wciąga i zmusza do zastanowienia. Z dzisiejszych nauk wyciągnąłem wniosek o wartościach zawartych w rzeczach całkiem zwyczajnych” – i zapaliło mi się w głowie światełko… 

 

Radość z rzeczy prostych. Pamiętam, że Myshka kiedyś o tym pisała… Jesteśmy głodni. Idziemy więc do kuchni i robimy sobie kanapkę ze szynką, z pomidorem, z sałatą, jeszcze sera żółtego i keczupu dokładamy. A zwykła bułka z masłem nie wystarczyłaby? Świeżutka bułeczka prosto z piekarni, jeszcze ciepła, a na to wiejskie masełko. Ostatnio właśnie coś takiego jadłem: świeży chlebuś z masełkiem z Męciny, przywiezionym przez Wujka Ryśka. Po prostu świeży chlebuś i masełko, nic więcej. Naprawdę pyszne… 

 

Tak samo jest w życiu. Często narzekamy na nasze życie. Na codzienność. Że nudna, szara, ciężka, że pogoda brzydka, że w robocie kierat i szef nas nie lubi…że życie mamy ogólnie jak papier toaletowy. A wszyscy wiemy, od czego jest papier toaletowy… 

 

Takim myśleniem sami sobie utrudniamy życie. Koncentrujemy się na negatywach, a nie dostrzegamy tych drobnych promyków słońca przeświecających przez ołowiane chmury.

Bliscy pamiętają o Tobie, dzwonią, przychodzą do Ciebie. Wyjeżdżasz do znajomych i wśród śmiechu i rozmów do późnego wieczora zapominasz o kłopotach. Potem wracasz do rzeczywistości (bo zawsze trzeba do niej wrócić, prędzej czy później), ale wspomnienie wyjazdu zostaje z Tobą i powraca, żeby Cię podnieść na duchu właśnie wtedy, kiedy masz totalnego doła.

Piszesz nową notkę na Blogu, po kilku godzinach patrzysz i okazuje się, że masz kolejny komentarz, że znowu Cię ktoś odwiedził. Tłumaczysz co tydzień ogłoszenia parafialne dla znajomego Księdza, czyli robisz to, co naprawdę lubisz i z czego chcesz się utrzymywać. Na dodatek Ksiądz, który jest człek niesamowity, cały czas zapewnia Cię o modlitwie i „głowa do góry! Wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze…”.

Czujesz, że się dusisz w czterech ścianach swojego blokowego mieszkanka? Sąsiad piętro wyżej, domorosły majsterkowicz, wkurza Cię nieustannym tłuczeniem i wierceniem o najróżniejszych porach? Wystarczy puścić ukochaną muzykę, czy film, którego od dobrych paru miesięcy nie widziałeś, założyć słuchawki na uszy, wziąć do ręki ulubioną książkę – i zapominasz o duszących ścianach, złośliwych sąsiadach… Odpływasz. Długa kąpiel z dużą ilością piany też potrafi zdziałać cuda…

Nawet brzydka pogoda może mieć swoje dobre strony. Deszcz oczyszcza atmosferę. Możesz sobie leżeć w łóżku cały czas. Nie musisz nic robić, nigdzie iść. Przecież jest tyle pięknych piosenek o deszczu: „Rain” Madonny, „Deszcz” Patrycji Markowskiej, „Purple Rain” Prince’a, „The Rain Came Down” zespołu Smokie. Przeważnie mówimy kiedy deszcz, że szaro, smutno i pogoda „barowa”. A gdyby tak spróbować chociaż raz spojrzeć na to z innej strony? 

 

Radość z drobnostek codziennych. Rzeczy małych, zupełnie zwyczajnych, których w większości nie zauważamy bądź NIE CHCEMY zauważać. Jednak to właśnie takie małe radości, te małe promyczki słońca w szarej codzienności pomagają nam przetrwać najcięższe czasy, najstraszniejsze ciosy, jakie życie może nam zadać.

 

Dlatego o takich właśnie rzeczach tutaj piszę – tych zwykłych, codziennych, ale jakże ważnych. Dobrze byłoby, gdybyśmy zwracali na codzienność większą uwagę, umieli spojrzeć na nią głębiej. Wiem, że nie zawsze jest łatwo (a czasem jest nawet beznadziejnie), ale spróbujmy chociaż – a będziemy bardzo mile zaskoczeni…

 

Dziękuję ciepło Szczurkowi za inspirację tej notki… 

 

Dziękuję Wam Wszystkim, Kochani, za te wszystkie radości, jakie codziennie mi dajecie… 🙂

Advertisements

Posted on 29 lipca 2009, in Oghaim, Smaointe. Bookmark the permalink. 7 komentarzy.

  1. Mądre podejście, jedyne właściwe 🙂

    • Dziękuję 🙂 Też tak uważam, chociaż bywa, że ciężko się do owego podejścia zastosować czasami…

      Przypominasz mi moje stare notki! 🙂

      • Bardzo mnie denerwuje i rozczarowuje zwyczaj blogowy komentowania tylko i wyłącznie pod ostatnim, najnowszym wpisem, ostatecznie pod dwoma-trzema ostatnimi. Reszta bloga po kilku dniach „znika” dla czytających, praktycznie można by ją na bieżąco kasować, a nikt by tego nawet nie zauważył. To w sumie jakby chore, więc robię dywersję i komentuję stare notki, zakurzone, nieodwiedzane, smutne, zapomniane, ale przecież tak samo ważne, jak te bieżące!

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: