Tyle różnych uczuć…

Ostatnimi czasy w mojej duszy gości tyle różnorodnych uczuć, że niemożliwym jest opisać wszystkiego w kilku tylko słowach… Dojmujące zmęczenie i tęsknota, duma, radość, szczęście, miłość, smutek, nostalgia. Tyle jest tego wszystkiego Kochani. Nawet nie wiem do końca, jak mam to opisać… 

 

Może zacznę od tego, co chronologicznie najnowsze, lecz najpierw…

 

Winien jestem dwóm Wspaniałym Dziewczynom ode mnie z Klasy: Kasi L. i Madzi P. gorące przeprosiny. W piątek, 13 marca (ale data! 😀 ) obie wpadły w odwiedziny.  Strasznie się ucieszyłem, jak zawsze kiedy chodzi o takie wizyty. Obiecałem im notkę dziękczynną, ale potem nauka nabrała takiego TEMPA, że całkiem o tym zapomniałem. Bardzo, bardzo Was przepraszam, Moje Drogie… :* :*

 

W piątek było w naszym Liceum zakończenie roku klas trzecich. Sala gimnastyczna wypełniona po brzegi uczniami wszystkich klas trzecich, ich rodzicami oraz nauczycielami. Były nagrody i wyróżnienia dla uczniów z czerwonym paskiem (między innymi dla Mojej Cudownej Klasy); dla Rodziców (również  moich) aktywnie pracujących na rzecz Szkoły bądź Klasy; nagrody dla laureatów różnorodnych konkursów, olimpiad, uhonorowano też szkolnych sportowców. Liczna była zwłaszcza ta ostatnia grupa. Z kolei któraś klasa miała aż 18 czy 19 czerwonych pasków! Wyobrażacie sobie? Pocieszająca to myśl, że są ludzie ambitniejsi ode mnie… Szkolny chór „Scherzo” zaśpiewał studencki hymn Gaude Amus Igitur (nie wiem, czy tytuł dobry). Zawsze myślałem, że śpiewa się go na początku studiów. 

Główne uroczystości (cudownie przygotowane przez Klasę 2I, obecnych wychowanków mojej byłej Pani od angielskiego) trwały półtorej godziny, po czym, wzorem innych uczniów, udaliśmy się do klasy, aby odebrać nasze dyplomy i nagrody i jeszcze troszkę pobyć razem, pogadać z Wychowawczynią. Jak patrzyłem na wszystkich moich Przyjaciół, doznałem uczuć, które towarzyszą mi jeszcze teraz i które będą ze mną przez długi czas. Jestem bardzo, bardzo dumny z Mojej Klasy. Tyle pasków i nagród, tyle udało nam się razem osiągnąć przez te trzy lata. To naprawdę Wyjątkowe, Wybitne Osoby…   Czuję także żal. Żal z powodu tego, że nasza klasowa przygoda się skończyła. Trochę za szybko jak dla mnie. Kiedy siedziałem sobie z nimi w ławkach, chciało mi się płakać… Boję się. Boję się, że stracimy ze sobą kontakt, że wszyscy powyjeżdżają, że wszystkich pochłonie wir tych nadchodzących, długich wakacji, a potem wir pracy i studiów. Strasznie się tego boję. Mam jednak ogromną nadzieję, iż tak się nie stanie, że więzi między nami są na tyle mocne i trwałe, aby przetrwać próbę czasu. 

 

Kocham Was, Moja 3G… Tylko od nas samych zależy, czy utrzymamy kontakt. Ja ze swej strony obiecuję zawsze pisać i prosić o spotkania. Nie wyobrażam sobie życia bez Was, Kochani…  

 

Tydzień temu wyjechaliśmy całą Klasą do Częstochowy, zapowiadałem to już w poprzedniej notce. Bardzo dziękuję wszystkim za mocne trzymanie kciuków. Nasza Pielgrzymka nie mogłaby być lepsza… Wyjechaliśmy z Sącza o 01:00. Jechało się gładko i szybko. O tej porze drogi są w większości puste, a nasza była długa, bo czterogodzinna. O godzinie 05:00, kiedy na wschodzie zaczynało już świtać, dotarliśmy na parking naprzeciwko Jasnej Góry. I zaraz na początku pierwsze wzruszenie – nadchodzący świt oblekł najwyższy budynek kompleksu jasnogórskiego w taką biało-niebieską poświatę. Równocześnie ten sam budynek był już oświetlony od wewnątrz światłem, które z okien autokaru wydawało się niebieskie; cały klasztor zdawał się tym światłem pulsować… Całość sprawiała wrażenie świetlistej, przetykanej złotem iglicy, wyrosłej nagle z ciemności i piętrzącej się aż pod niebo… 

Nie dam rady dokładnie opisać tego, co się ze mną działo, jak tam byłem. Tyle piękna i historii w jednym miejscu… Każde pomieszczenie, każdy najmniejszy nawet przedmiot ma tam swoje miejsce i swoją własną, unikalną historię. Jest Skarbiec, Zbrojownia, Sala Papieska zbudowana przez Paulinów specjalnie dla Jana Pawła II, żeby mógł się spotykać z młodzieżą, ilekroć zjawiał się tam z wizytą. Jest kapliczka Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu, są Wały, gdzie organizuje się Drogę Krzyżową (sam wziąłem w niej udział). Widok z Wałów na całą okolicę kompleksu zapiera dech w piersiach… Do tej pory stoją tam gdzieniegdzie armaty z czasów potopu szwedzkiego!  

Do jednej z bram prowadzi długa ścieżka; po obu jej stronach zatknięte są flagi różnych krajów. Na samej bramie znajduje się z kolei duża reprodukcja herbu papieskiego z dewizą Jego Pontyfikatu pod spodem: „Totus Tuus – Cały Twój”.

Najwspanialsza jednak jest główna Kaplica, zawsze oświetlona, zaś w tej Kapicy najpiękniejsze jest to, co znajduje się w samym jej centrum: duży, wysadzany klejnotami, złocony Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem…

Mnie oraz innych obecnych tam niepełnosprawnych dopuszczono praktycznie przed sam Obraz. Dosłownie dwóch kroków brakło, abym dotknął Go ręką. Czułem się, i czuję wciąż, bardzo wzruszony i wyróżniony. Niewiele osób było TAK blisko Matki Bożej. Kto nie był nigdy w tym miejscu nie ma pojęcia, jakie to ogromne robi wrażenie. Obraz jest odsłaniany codziennie o różnych porach, począwszy od 06:00, w sposób bardzo uroczysty. Rozbrzmiewają nagle trąby, zapalane są światła i świece, chór śpiewa hymn, zaś zasłona na Obrazie powoli unosi się w górę. W tym momencie miałem dreszcze na plecach, a kiedy zobaczyłem chwilę później odsłoniętą już ikonę, miałem łzy w oczach. To jest najpiękniejszy widok, jaki ma szczęście oglądać głęboko wierzący człowiek. Odbyłem długą rozmowę z Matką Bożą, powierzając Jej opiece wszystkich moich najbliższych, oraz każdą intencję w moim sercu. Teraz już na muszę się o nic martwić. Wiem, że Ona zawsze będzie przy mnie. Możecie mi nie wierzyć, ale rozmawiając z Maryją i patrząc na Obraz, widziałem, jak promieniuje on swoim własnym, niesamowitym światłem. Mówię szczerzę. To nie było światło świec ani lamp w klasztorze, odbite w Obrazie. TO BYŁO ŚWIATŁO Z SAMEGO OBRAZU… 

Zauważyłem jeszcze trzy inne rzeczy, znajdujące się po obu stronach Obrazu. Przestrzelony pas sutanny Jana Pawła II, z pamiętnego zamachu majowego w 1981 roku. Berło we wgłębieniu tuż przy ikonie. Piękna Złota Róża ,którą na tysiąclecie Chrztu Polski chciał przekazać już Papież Paweł VI, lecz komuniści się nie zgodzili. Ostatecznie Dar ten trafił na Jasną Górę dzięki Benedyktowi XVI, podczas Jego pielgrzymki do Polski 25-28 maja 2006 roku. 

Skarbiec i Zbrojownia rzeczywiście pełne są skarbów. Obrazy mnichów, różnych historycznych wydarzeń, Naszego Papieża, ilustracje Drogi Krzyżowej autorstwa Jerzego Dudy-Gracza; dawne instrumenty muzyczne; wota przekazane Paulinom w różnych intencjach przez różnych ludzi na przestrzeni kilku wieków… Złote kielichy, monstrancje i inne naczynia liturgiczne; srebrne łańcuchy; krzyże z chleba wykonane przez byłych więźniów obozów koncentracyjnych; dokumenty fundacyjne Klasztoru z XIV i XV wieku; różne księgi, oryginalne akty z pieczęciami, stare i cenne manuskrypty… Kopalnia historii!  

Po Częstochowie udaliśmy się do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Imponująca budowla o fantazyjnym kształcie. Zaraz przy wejściu jest wmurowany kamień poświęcony swego czasu przez Naszego Papieża. Główna sala jest ogromna, zaś naprzeciwko wejścia znajduje duży ołtarz z oświetlonym Obrazem Jezusa Miłosiernego. Byliśmy tam tylko 15 minut, na Koronce do Miłosierdzia Bożego. Zwiedziłem najwyższy (i zarazem najlepiej widoczny) punkt tamtego miejsca – wieżę na wysokości 46 bodajże piętra. Powiem jedno: widok zapiera dech w piersiach, ale nie chciałbym stamtąd spaść  😀

 

Zdecydowanie jedno z najwspanialszych przeżyć w życiu, ta wycieczka… Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę na Jasną Górę…

 

Dwa tygodnie temu spotkały mnie dwie bardzo przyjemne niespodzianki. Pierwsza zdarzyła się w Lany Poniedziałek, kiedy to pojechaliśmy wszyscy razem do mojej Prababci Rózi. Każdy wyjazd do Niej uważam za wyjątkowy ,lecz ten był naprawdę niesamowity z tego względu, że pojechała z nami także BUSIA… Nie mogłem opanować radości. Czuła się na tyle dobrze, żeby odbyć taką dłuższą podróż. U Prababci było bardzo ciepło i wzruszająco…jak zwykle pyszny obiadek, rozmowa. Wzruszyłem się bardzo, kiedy prawie całą Rodziną zgromadziliśmy przy łóżku Prababci. Busia miała łzy w oczach. Widziała swoją mamę po raz pierwszy od 4-5 lat…  🙂

 

We wtorek Mama nabyła mi audiobooka z pełną wersją „Drużyny Pierścienia”!! : o ) Oczy zaświeciły mi się jak dwa klejnoty i myślałem, że głową sufit przebiję…tak skakałem z radości. Teraz „poluję” na audiobooki z pozostałymi dwiema częściami. MUSZĘ je mieć…   😉

 

Rozpisałem się chyba troszkę, prawda? Przepraszam, że tak dużo, ale tyle uczuć…i tyle zdarzeń… Pomódlcie się za mnie i Moją Rodzinę, trzymajcie kciuki, bardzo proszę. 

 

Do następnego… 🙂

Advertisements

Posted on 26 kwietnia 2009, in Oghaim, Religia, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: