Na Polance…

Kolejny dzień dobiega właśnie końca. Niebo jeszcze błękitne nad głową, a białe na horyzoncie. Założę się, że jeszcze nim skończę pisać tę notkę, nastanie już całkiem noc…
Kolejny dzień ma się już ku końcowi, a ja się czuję tak straszliwie, straszliwie samotny, że gdyby uczucia potrafiły mówić jak ludzie, moja samotność pewnie wyłaby jak wilk przy pełni Księżyca…
Przychodzę więc tutaj znowu, aby Wam się wyżalić, kiedy jest mi źle, pochwalić się, jeśli jest czym, porozmyślać… przychodzę jak zawsze tutaj, w to szczególne miejsce z dala od zgiełku miasta, idę tutaj ukrytą ścieżką, którą znam tylko ja i Wy, Moi Drodzy Przyjaciele: Czytelnicy i Komentatorzy… oraz ci netowi nieznajomi, którzy czasem tutaj przez przypadek zabłądzą. Przychodzę znowu na Moją Polankę. 
Jest to miejsce ciche i spokojne… Polana położona jest na wzgórzu lekko wystającym ponad resztę Świata. Miejsce wyjątkowe: porośnięte trawą, która jest jak mięciutki dywan dla bosych stóp. Spomiędzy źdźbeł wystają gdzieniegdzie maki, niezapominajki, róże, stokrotki, dmuchawce, żonkile, tulipany, koniczynki, srebrne dzwony. Cały obwód Polany porastają krzaki i większe drzewa – dęby, brzozy, wierzby, świerki i sosny. W koronach można zawsze usłyszeć świergot ptaków. I to niezależnie od pory roku, albowiem Polana stoi ponad Światem i tutaj przez cały rok panuje Wiosna… Czasami kiedy zawieje mocniejszy wietrzyk drzewa szumią, zupełnie jakby ze sobą, i ze mną, rozmawiały. Bywa, że gałęzie i liście pokryją się szronem, a nawet kryształkami lodu, lecz ten chłód nigdy nie trwa długo, najwyżej parę dni. Czasem spadnie deszcz, większy bądź mniejszy, zachmurzy się; czasem widzę po deszczu tęczę między drzewami… Różnie to bywa tutaj z pogodą.

Na jednym krańcu Polanki jest jaskinia. Była tutaj od zawsze. Ta jaskinia to taki mój mały domek, ochrona przed zbyt silnym wiatrem, deszczem i burzami. Służy mi ona przeważnie jako sypialnia, gdyż niewiele czasu w niej spędzam; głównie włóczę się ciągle wte i we wte po Polance. Jaskinia jest duża, ale nie nadmiernie wielka, przytulna; jedną ścianę zajmuje duża półka z wszystkimi moimi książkami i płytami, pod drugą stoi skromne łóżko, w głębi mocny dębowy stół z krzesłami, gdzie podejmuję Was, Moich Cudownych Gości, jeśli pogoda akurat nie dopisuje. I niedaleko wejścia, małe koło obłożone kamieniami, gdzie rozpalam ogień, kiedy chcę się ogrzać… W odległości kilku kroków od Jaskini, wsunięta nieco w gąszcz otaczających ją drzew, znajduje się śliczna huśtawka, rozpięta pomiędzy dwoma dębami na mocnych, srebrnych łańcuchach. To miejsce moich rozmyślań, gdzie najczęściej przesiaduję…

Całkiem niedaleko od huśtawki znajduję się duże, głębokie Jezioro… Tak głębokie, że gdy w nie spojrzeć, nie zobaczy się dna. To Jezioro szczególne pod wieloma względami… Jego wody są tak czyste, że odbijają w sobie niebo nad nimi; tak czyste, że można zobaczyć wszystkie drobne, kolorowe rybki w nim pływające. Promienie słońca padające na te wody załamują się tysiącami kolorowych iskier… Nazywam to Jezioro: Lustrem, lub Jeziorem Myśli, a to ze względu na pewną wyjątkową jego właściwość…

Kiedy jestem tutaj na Polance, kroki swe kieruję najpierw do Jeziora. Długo patrzę w jego krystaliczne wody i z początku widzę tylko to: wodę. Ale po kilku chwilach, widzę najróżniejsze rzeczy – moje myśli i marzenia…

Widzę oczy Meagan, widzę Wasze twarze, Moi Kochani. Widzę siebie z dawnych lat, widzę zdarzenia z przeszłości bliższej i dalszej… Jak wyjazd na działkę Wujka Ryśka kilka dni temu. Tylko na 2 godziny co prawda, ale bardzo przyjemny. Byli tam Ciocia Halinka i Wujek Rysiek, Anusia oraz Monika, Gosia, Paweł i Natala – nasze „maluchy” z Męciny (oni maluchami przestali być już dawno, ale my ich zawsze tak będziemy nazywać )…

Pamiętacie tę sprawę starań o nowy wózek, o której Wam ostatnio pisałem? Otóż przyszedł wtedy nie jeden pan, aby mnie pomierzyć, lecz trzech, z dwóch firm. Przedstawili mi dwa rodzaje wózków, porozmawialiśmy sobie i po krótkim namyśle dokonałem wyboru. Być może wózek będę miał jeszcze przed ziszczeniem się naszego Rodzinnego Planu Wakacyjnego (szczegóły już wkrótce).Wreszcie będę miał wózek całkowicie odpowiadający moim potrzebom, zupełnie dopasowany do mojej sylwetki. Strasznie się cieszę…

Widzę również w wodach Jeziora wszystkich Moich Aniołków, dziewczyny szczególnie mi bliskie. Widzę moją Babcię, która już niedługo wraca z USA. Widzę tę moją wyjącą jak wilk samotność, o której pisałem na początku. Samotność spowodowaną niemal całkowitą pustką towarzyską… Wszyscy powyjeżdżali, a ja wciąż siedzę jak kołek… Widzę swoją przyszłość – szanowany tłumacz, opublikowany tomik wierszy, kochający małżonek (przy czym ta ostatnia przyszłość jest najmniej pewna)…

A co robię, kiedy nie patrzę w te zaczarowane wody? Huśtam się na huśtawce, patrzę na całą Polankę i widzę czasem oczy spoglądające z ciekawością zza krzaków, słyszę czyjejś kroki w trawie, często któryś z Was wchodzi na Polankę i huśtamy się razem, rozmawiamy długo przy Jeziorze albo w Jaskini…
Tak wygląda Moja Polanka, moja odskocznia. Stworzyłem Ją dzięki Wam i dla Was. Dziękuję Wam, Kochani, że jesteście tutaj…że zawsze jesteście ze mną… 🙂

Reklamy

Posted on 12 lipca 2008, in Oghaim, Polecane/Polankowe, Życie Celta and tagged . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: