O Krzyżu i Papieżu…

Pisząc tę notkę, mam jeszcze świeżo w pamięci papieską Wielkopiątkową Drogę Krzyżową spod Koloseum. Myślę również o Naszym Janie Pawle Wielkim. To są dwie inspiracje tej mojej notki…

Co do tego, że On rzeczywiście był Wielki, nikt chyba nie ma wątpliwości. Ludzie już za Jego życia nadali Mu ten przydomek. W całej historii chrześcijaństwa, tylko trzech papieży nazywanych było „Wielkimi” – Leon I (IV/V wiek), Grzegorz I (V/VI wiek) i właśnie Nasz „Wujek” Karol…


Niedługo 2 kwietnia. Kolejna rocznica Jego śmierci. To już trzy lata. Trzy lata….

W czytaniach ewangelijnych podczas Drogi Krzyżowej dużo mówiło się o Krzyżu. Tym Świętym, który na Swoich barkach niósł i na którym umarł Jezus…oraz o Krzyżu każdego człowieka. Krzyżu, który każdy człowiek musi nieść przez życie. Krzyżu cierpienia.

Bóg w odmienny sposób doświadcza każdego człowieka… Każdej osobie daje Krzyż odpowiedni do wieku, płci oraz siły duchowej i fizycznej tej osoby. Nasz Pan nikogo nie doświadcza ponad miarę, każdemu daje dokładnie tyle, ile ta osoba jest w stanie znieść. Wielu ludziom w dzisiejszych czasach ciężko zrozumieć tę prawdę. Dlaczego musimy cierpieć? Ludzie cierpiący, czy to z powodów fizycznych, rodzinnych czy duchowych, często w pewnym momencie mówią, że już nie dają rady… Pytają: po co to wszystko? Po co ból? Ludzie w pewnym momencie pytają Boga czemu ich opuścił. Chrystus Ukrzyżowany zadawał to samo pytanie… W momentach cierpienia, bywa, że zapieramy się Boga. Święty Piotr też się zaparł Swojego Nauczyciela, aż trzy razy…

Przyjęliśmy uważać cierpienie za coś jednoznacznie negatywnego. Nie widzimy w nim sensu. Kiedy ono na nas spadnie, zazwyczaj pytamy się: „Czemu to spotyka właśnie mnie?”. Na cierpienie trzeba spojrzeć szerzej, nie tylko przez pryzmat własny. Cierpienie ma sens. Sens, który każdy człowiek prędzej czy później odkrywa.

Jeden z największych Krzyży w czasach współczesnych spoczął na barkach Papieża Jana Pawła II. Sens Swojego cierpienia odkrył bardzo wcześnie. Śmierć matki, starszego brata i ojca, doświadczenie nazizmu i komunizmu, zamach w rocznicę Objawień Fatimskich, operacja stawu biodrowego i postępujący Parkinson – wszystkie te wydarzenia ukształtowały i trwale naznaczyły Jego kapłańską drogę. Całe Swoje cierpienie Ojciec Święty ofiarował światu i Matce Bożej.

Ojciec młodego Karola powiedział Mu kiedyś: „Bóg obdarzył Cię szczególną łaską”, od umierającego Prymasa Wyszyńskiego usłyszał z kolei, że Bóg wobec każdego człowieka ma konkretny plan i że należy Mu zaufać, a On zawsze nas poprowadzi…

Podczas czytań ewangelicznych w czasie Drogi Krzyżowej mówiono, że wśród dzisiejszych ludzi znajdują się odważni ateiści gotowi przyjąć Krzyż, gotowi przyjąć cierpienie, ale bez Chrystusa. Wśród dzisiejszych ludzi znajdują się też osoby gotowe przyjąć Chrystusa, ale bez Krzyża. Benedykt XVI mocno podkreślał, iż Jezusa i Krzyża nie da się w żaden sposób rozdzielić. Te dwie rzeczy są nierozerwalne. Nie można przyjąć jednego bez drugiego…

W słowach obecnego Papieża potwierdzają się słowa mojej Babci, która często mówi, że każdy człowiek ma swój Krzyż, który musi dźwigać. Wierzę w to głęboko. Widzę to przecież po sobie…
Jak większość z Was wie, urodziłem się niepełnosprawny. Nie mogę samodzielnie chodzić. Swoją niepełnosprawność traktuję właśnie jak Krzyż i wierzę, iż Bóg nie uczynił mnie takim bez powodu. Wiele przeżyłem, 15 lat życia spędziłem wspólnie z Mamą na walizkach, kursując między Sączem a Stanami, przeszedłem kilka operacji…poznałem zupełnie inny świat i wielu, wielu wspaniałych ludzi. Zetknąłem się z najróżniejszymi formami niepełnosprawności fizycznej i umysłowej; niejednokrotnie te formy były dużo gorsze od mojej. Jestem zawsze wdzięczny Panu za to, ile dzięki mojej niepełnosprawności przeżyłem i przeżywam wciąż. Jestem wdzięczny Panu za wrażliwość i pokorę, której uczy taka forma niepełnosprawności, jak moja. Często myślę sobie, że gdybym urodził się jako osoba pełnosprawna, byłbym zupełnie innym człowiekiem. Dlatego dziękuję Mu za to, że uczynił mnie właśnie takim. Prawda, że miewam chwile słabości, smutku i zwątpienia – jak każdy człowiek. W takich chwilach zawsze zwracam się do Niego, modlę się, a On mnie słucha i pomaga mi pokonać moje słabości i nieść mój Krzyż. Pomaga mi tak, jak pomaga każdemu człowiekowi. Tak, jak Szymon Cyrenejczyk pomagał Jezusowi…

Już dawno ofiarowałem Panu swoje cierpienie, tak, jak kiedyś zrobił to Nasz Papież. I tak jak Prymas Wyszyński w stosunku do Papieża, tak ja wierzę, że Nasz Pan obdarzył mnie szczególną łaską… Kocham Go, jak każdy katolik i wiem, że On zawsze jest przy mnie. Zawsze mi pomaga…


Podczas Czternastu Stacji Drogi Krzyżowej, przy każdej Stacji Krzyż przejmują i niosą różne osoby – przedstawiciele różnych nacji i grup społecznych. W tym roku przy Stacji Siódmej Krzyż przejęła osoba starsza. Była niepełnosprawna, na wózku. Księża ją wieźli, a starsza pani trzymała Krzyż obiema rękami przez całą Stację…

Ta scena szczególnie mocno przemówiła do mnie. Osoba niepełnosprawna, która nosi własny Krzyż fizyczny, trzymała w rękach symboliczny Krzyż Chrystusa. Była to scena tyleż religijna, co symboliczna. Chciałbym kiedyś wziąć udział w Stacjach Drogi Krzyżowej. Ciekaw jestem bardzo, czy jest coś takiego organizowane dla niepełnosprawnych…


To by było na tyle moich Rozważań Wielkanocnych. Do następnej notki, Moi Kochani… 🙂

Reklamy

Posted on 23 marca 2008, in Oghaim, Religia, Smaointe. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: