Co mi teraz w duszy gra…?

Co mi teraz w duszy gra? Dużo rzeczy… Bardzo dużo. Gra mi w duszy Clannad (zwłaszcza piosenka „Something To Believe In”)…gra mi w duszy Seal i ścieżka dźwiękowa z filmu „Kosmiczny Mecz”… Gra mi w duszy teraz radość i smutek… Radość z powodu tego, że udało się nadrobić prawie wszystkie pozaszkolne zaległości, że w zeszłym tygodniu były u mnie Ewelinka z Madzią Sz., że udało mi się choć troszkę odpocząć…

Radość mi w duszy gra dlatego, że wreszcie udało się wczoraj wyrwać na troszkę z domu  Znowu mi włosy urosły, trzeba było iść się ostrzyc… I jak to zwykle u mnie bywa przy tego typu wycieczkach, pogoda była pochmurna i padało… Odkąd sięgam pamięcią, nie było jeszcze takiego dnia, żebym się wybrał do fryzjera, a na dworze świeciło słońce…

Tradycyjnie już, jako że „Europa” jest zaraz po drugiej stronie ulicy od zakładu fryzjerskiego, poszliśmy na mały spacerek i wpadliśmy do mojego „Empiku” zobaczyć na nowości… W „Europie” ustawili niedawno taką śliczną, kolorową fontannę – co kilka sekund z kilku otworów jednocześnie, tryskają strumienie wody podświetlone od dołu różnymi kolorami: szmaragdowa zieleń, błękit, czerwień, fiolet… Naprawdę ślicznie to wygląda. A co w „Empiku”? To co zwykle – ogromny wybór, a mało pieniędzy 😀  Połaziłem troszkę, popatrzyłem w każdy zakamarek. Uwielbiam taką włóczęgę… W książkach z miłym zdziwieniem odkryłem, że mój ukochany poeta, Ks. Twardowski, ma tam całą swoją półeczkę ze wszystkimi tomikami, zbiorami Jego złotych myśli i Jego „Elementarzem dla najmłodszego, średniaka i starszego”… Zauważyłem też dużo książek o Naszym Papieżu… Filmów całe mnóstwo, a muzyki? Kilka godzin pięknego słuchania, zwłaszcza muzyki celtyckiej (w tym gatunku jest w „Empiku” prawdziwy wysyp, a ja zawsze mam trudności z wyborem). Jak zawsze, takie sklepowe buszowanie sprowadza się na końcu do jednego – ogromny wybór, a fundusze ograniczone…  Zawsze trzeba rezygnować z jednej rzeczy dla drugiej. Zdecydowałem się kupić dwupłytową, specjalną edycję „Kosmicznego Meczu”. Mam ten film co prawda od kilku lat na kasecie VHS, ale ta kaseta jest zakopana gdzieś głęboko w szafie w dużym pokoju pod całą stertą innych kaset. Poza tym, jakość filmów na takich zwykłych kasetach pogarsza się z latami, a na płytach DVD jest inaczej. Dodatkowo na DVD poza filmem można nagrać mnóstwo interesujących dodatków… A jak ja kupuję DVD, najpierw patrzę właśnie na dodatki. „Kosmiczny Mecz”oglądałem ostatni raz w Boże Narodzenie (patrz notka „Świątecznie”), ale to jest według mnie klasyk, film ponadczasowy, nigdy się nie znudzi… Dodatki są naprawdę super. Dlatego napisałem na początku, że gra mi w duszy Seal i ścieżka dźwiękowa tego filmu…

Trzecim powodem radości grającej w mojej duszy jest fakt, że jak na początku ferii było spokojnie, tak teraz wszyscy chcą mnie odwiedzać… Cudownie!  Wczoraj miałem dosyć niespodziewany telefon od Pani Władysławy, mojej nauczycielki geografii i biologii z podstawówki i gimnazjum. Nie mogłem w to uwierzyć! Porozmawialiśmy troszkę, i Pani Władysława wpadła dzisiaj w odwiedziny! 😀  Ona jest wesołą, mądrą i troskliwą osobą. To prawdziwa pasjonatka swojego przedmiotu (co nieczęsto się wśród nauczycieli zdarza), która potrafi swoją pasją zarazić uczniów. Można z Nią pożartować, czuć się swobodnie, na lekcjach potrafi utrzymać dyscyplinę. Nic się przez te parę lat nie zmieniła. Cudownie było móc znowu poczuć się jak w gimnazjum, poczuć tą beztroskę. Jutro i pojutrze wspomnień ciąg dalszy, bo zapowiedziała swoje przyjście Pani Beata, moja była nauczycielka angielskiego z początku liceum, a w sobotę mają przyjść Kinga z Martą, dwie moje studiujące Przyjaciółki… 🙂


Oprócz radości, w duszy gra mi również smutek… Smutno mi i ciężko, bo ferie się kończą…bo mieliśmy wyjechać gdzieś dalej (Mama nawet powiedziała w niedzielę, że jest Jej mnie żal, bo tyle w domu siedzę), ale koniec końców wyjazd spełzł na niczym, bo Rodzice praktycznie dzień w dzień pracują. Dzień w dzień. A ja nic tylko słyszę, jak wszyscy wkoło gdzieś wyjeżdżają… Musieliśmy nawet przełożyć planowany wyjazd do Czorsztyna. Nie mamy klucza do tamtejszego domku, Rodzice pracują, a wyjazd do tej niezwykłej Krainy zdecydowanie nie jest wyprawą na jeden dzień… A taką miałem nadzieję, że w tym pięknym zakątku poza czasem „doładuję baterie” na II półrocze. Za calutkie ferie byłem na dworze tylko 3 godziny. Wychodzę z domu raz na dwa miesiące. Gdyby nie to, że udało mi się nadrobić pozaszkolne zaległości, mam odwiedziny, dłużej śpię i nauczyciele nie przychodzą, pewnie nawet nie skojarzyłbym, że mam ferie. NIENAWIDZĘ, NIENAWIDZĘ SIEDZIEĆ W DOMU. Naprawdę, Kochani, chce mi się ryczeć… Ja tylko chcę wyjechać gdzieś, wyjeżdżać gdzieś dalej i na dłużej. Czy to aż tak wiele…? Powiedzcie sami…

Advertisements

Posted on 7 lutego 2008, in Oghaim, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: