2007 / 2008…

Na początku tej pierwszej w Nowym, 2008 Roku notki, pragnę Was wszystkich bardzo przeprosić za długą nieobecność tutaj, ale było troszkę zamieszania związanego ze Świętami i Sylwestrem, a przez ostatnie trzy dni – z ponownym przestawieniem się na tryb szkolny…


Zeszły już 2007 rok postanowiłem zakończyć mocnym,  anielskim akcentem: do wyjątkowej grupy Moich Aniołków dołączyła kolejna dziewczyna –Żabka, którą z tego miejsca bardzo serdecznie ściskam :* :*   Żabka jest już trzynastym moim Aniołkiem… Liczba znacząca, ale jestem pewien, że w tym przypadku przyniesie mi ona jedynie szczęście 😉 Trzynaście Aniołków już, jak ta moja Grupa szybko rośnie… Naprawdę cudownie jest mieć osoby, na które zawsze możesz liczyć.


A Sylwester ogólnie spędziliśmy bardzo fajnie, z Ciocią Mariolą, Wujkiem Krzyśkiem i Kasią. Posiedzieliśmy, pogawędziliśmy sobie, patrzyliśmy na piękne fajerwerki za oknem i doczekaliśmy północy. Nowy Rok powitaliśmy jednak z lekkim poślizgiem, Tata miał problemy z otwarciem szampana… Ale w końcu się udało, wznieśliśmy toast, posiedzieliśmy jeszcze trochę razem i koło 02:00 Ciocia z Wujkiem i Kasią wrócili do domu, a my poszliśmy spać. Jeśliby Kasia weszła tutaj na Moją Polankę jak kiedyś, niech to przeczyta: Dziękujemy Wam Kochani… Cudownie było razem powitać ten Nowy Rok… 
 

Kolejny miły akcent na zakończenie roku przydarzył mi się prawie zaraz po tym, jak powitałem nowego Mojego Aniołka. Przed południem przyszła zaadresowana do mnie paczka od mojego znajomego Księdza ze Stanów, któremu tłumaczę co tydzień ogłoszenia parafialne przez Internet. Ale zanim napiszę o zawartości tejże paczki, kilka słów o moim „chlebodawcy”…

To siwowłosy proboszcz trójjęzycznej Parafii (chodzą tam Amerykanie, Polacy i Meksykanie, więc Msze są po angielsku, polsku i hiszpańsku). To dusza-człowiek… Zawsze ma uśmiech na twarzy, zawsze pośpieszy z dobrym słowem lub pomocą… Co roku koordynuje Ksiądz Proboszcz różne akcje wspierające osoby najbiedniejsze, najbardziej potrzebujące, czy to z Jego własnej, lokalnej społeczności parafialnej, czy to ogólnie w całych Stanach Zjednoczonych… Czuję się naprawdę zaszczycony, że mogę znać tak wspaniałego człowieka. Odkąd zacząłem „współpracę” z Nim ponad dwa lata temu, stale utrzymujemy ze sobą kontakt. On zawsze o nas wszystkich pamięta – o mnie, o Moich Rodzicach i o Babci. Co tydzień się pyta o nasze zdrowie; co tydzień pisze mi, jak bardzo jest mi wdzięczny za pomoc przy ogłoszeniach. Ogłoszenia tłumaczę z języka angielskiego na polski. Ksiądz Proboszcz, mimo, że ma polskie korzenie (Jego dziadkowie pochodzili z Maruszyny, spod Zakopanego; On sam i Jego rodzice urodzili się już w USA), ani czytać, ani pisać po polsku nie umie. Zna tylko parę słów, takich jak „cześć”, „dzień dobry”, czy „jak się masz?”. Strasznie sympatyczna, kochana, wesoła osoba. Mój Najlepszy amerykański Przyjaciel…  🙂


Jego wspomniana wyżej wdzięczność za pomoc przejawia się zazwyczaj przed Bożym Narodzeniem. Pisze mi wtedy coś takiego: „Dzwonił do mnie Św. Mikołaj. Powiedział, że dla Ciebie specjalne miejsce na swojej liście. On wie, i ja też to wiem, że byłeś w tym roku bardzo grzecznym chłopcem… Mikołaj prosił mnie o listę tego, co chciałbyś dostać pod choinkę. Odpisz jak najszybciej, żeby Święty nie musiał długo czekać. Wiesz, jaki On jest o tej porze roku zapracowany…”. Zawsze wtedy uśmiecham się tylko. On jest takim człowiekiem, że wyda ostatni dolar, żeby spełnić czyjeś marzenie. Ale Ksiądz pisze mi o Mikołaju dopóty, dopóki Mu nie napiszę, jaki chciałbym prezent… Zawsze jest tak, że ja Mu piszę o jednej rzeczy, a On tą rzecz znajduje i jeszcze coś więcej dodaje… Niesamowity facet!  

Tak samo było w przypadku tej paczki w Sylwestra. To była paczka świąteczna, ale doszła dopiero tydzień później, gdyż „Mikołaj miał problemy ze saniami”… W mailu poprosiłem Go tylko o jedną rzecz: encyklopedię obrazkową z „Gwiezdnych Wojen”. On encyklopedię znalazł, plus jeszcze dwie inne książki o tematyce gwiezdnowojennej (w tym jedną szczególną, unikatową, zrobioną specjalnie dla fanów i kolekcjonerów), zestaw płyt DVD z pierwowzorem mojego ulubionego serialu z Davidem Carradine’em i jeszcze dwie duże paki ze słodyczami… Mało nie zemdlałem, jak te przesyłkę otworzyłem…


Ojejku! Tyle wrażeń, tyle prezentów….tyle wszystkiego. A tak mało czasu, żeby się wszystkim i wszystkimi nacieszyć…  Dobrze, że tydzień się chociaż zaczął nietypowo: od środy… Nie zdobyłem wprawdzie żadnych ocen, ale może będzie jeszcze okazja po weekendzie. A póki co, cieszę się kolejnym weekendem i czekam na ferie, żeby móc się w pełni nacieszyć moimi niezwykłymi prezentami. Czekam na jeszcze jedną, ważniejszą rzecz: na wizytę pięciu moich cudownych Przyjaciółek z Klasy. Mają przyjść niedługo. Już się nie mogę doczekać… 🙂

Reklamy

Posted on 4 stycznia 2008, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: