What Is Love?

What is love…? Czym jest miłość? Często zadaję sobie to pytanie… Często nad tym myślę. Co tak naprawdę musi zrobić facet, aby kobieta była z nim szczęśliwa? Odpowiedź wydaję się oczywista. Facet musi być dla Niej gotowy na największe poświęcenia. Musi kochać Ją do szaleństwa… Nosić Ją na rękach, pomagać we wszystkim i we wszystkim wspierać. Musi Ją rozumieć i zawsze z Nią rozmawiać. Zrozumienie i rozmowy to jedna z tajemnic szczęśliwego związku… Facet musi być tak zakochany w swojej kobiecie, że świata poza Nią nie widzi. Że cały jego Wszechświat zamknięty jest w tej pięknej postaci…w Jej oczach… ustach… dotyku… włosach… Będąc tak oddanym całym sercem i duszą drugiej osobie, nie wolno jednakże zapominać o tym, że jesteśmy jedynie ludźmi, a ideałów na świecie nie ma. Do ideału można dążyć; można starać się bardzo być bliskim ideału, artysta może próbować stworzyć coś bliskiego ideału, lecz tak naprawdę, nigdy w pełni tego Ideału nie osiągniemy.

I tak jak mówiłem – jesteśmy tylko ludźmi, każdy ma swoje wady i każdy popełnia błędy. Będąc tak niesamowicie zakochanym, trzeba gdzieś tam w zakamarkach umysłu i serca o tym pamiętać. Nie można w związku mieć „cichych dni”, nie można milczeć wtedy, kiedy jest źle. Związek dwojga ludzi winien opierać się na miłości, zaufaniu, wzajemnym zrozumieniu i jak najczęstszych rozmowach…

Będąc zakochanym, staram się zawsze tak właśnie postępować wobec mojego obiektu westchnień…

Staram się, ale to zawsze, zawsze kończy się tak samo… 

To po co się nawet starać i robić sobie fałszywą nadzieję? Naprawdę muszę się tego oduczyć…

Powiem Wam coś: mam szczęście znać same szczęśliwe pary, patrzeć na kochające się, udane związki. Takie właśnie, jak to opisałem powyżej… Ale jako że moje doświadczenia miłosne kończą się zawsze w taki sam, smutny sposób, zaczynam nabierać takiego przekonania – nie jest najważniejsze dla dziewczyny zainteresowanie i adoracja, nie jest ważne to, jak bardzo się facet o nią stara. Najważniejsze dla niej jest to, że facet jest blisko. Że jest pod ręką… I niezależnie od tego, jakiego by ten facet nie miał charakteru (niezależnie od tego, jak źle by ją traktował, jaki byłby podły i egoistyczny), ona zawsze wybierze jego, bo akurat jest bliżej…

Przepraszam Was za to, Kochani Moi, nie chcę absolutnie nikogo urazić moimi słowami. To są tylko takie moje głupie myśli, a ja akurat teraz bardzo potrzebuję się pożalić. Zaraz przeczytacie, dlaczego…  


Znacie piosenkę Haddawaya pod tytułem „What Is Love”?

 
What is love? Baby, don’t hurt me…don’t hurt me…no more.

What is love? Baby, don’t hurt me…don’t hurt me…no more.

 
To ta piosenka. Na pewno ją znacie. To z niej wziąłem tytuł tej notki.


Po minionym weekendzie, ten właśnie utwór najlepiej oddaje mój obecny nastrój.

Jedna z dziewczyn, w której kiedyś byłem zakochany i równocześnie jedna z osób, której tego Bloga dedykowałem, odwróciła się do mnie plecami… Nagle, zupełnie niespodziewanie i bez słowa wyjaśnienia. Nie rozmawialiśmy ze sobą od Wielkanocy, gdyż miała Ona zbyt wiele spraw na głowie i nie było Jej na necie. Ja jednak często wiadomości Jej zostawiałem. Pisałem, że tęsknię za Nią i że bardzo brakuje mi naszych rozmów. W weekend nagle zobaczyłem Jej żółte słoneczko na gg. Była dostępna. Zagadałem i poprosiłem, żeby się odezwała. A Ona co zrobiła? Nie odpisała nic. Zablokowała mnie… Dostałem czerwony znaczek z białą, poziomą kreską. Zablokowała mnie… Boli. Boli okropnie… Nigdy bym się tego po Niej nie spodziewał. Nigdy. A najgorsze jest to, że ja sobie w ogóle nie przypominam, co mogłem takiego zrobić… W jaki sposób mogłem Ją rozgniewać czy zawieść. Nie mogę sobie nic takiego przypomnieć… Boli. Boli bardzo…

Już jedna dziewczyna tak postąpiła ze mną. Już jedna odwróciła się do mnie plecami. I to również był Ktoś, do kogo czułem coś więcej niż przyjaźń. To też była jedna z osób, której zadedykowałem Bloga. Ale tamta Osoba przynajmniej powiedziała mi, dlaczego to robi, podała powód: sprawy w „realu”… Była to bowiem dziewczyna z czatu. Pożegnała się ze mną i powiedziała, żebym się nie martwił, że może jeszcze kiedyś wróci… Tę osobę starałem się zrozumieć. Mogłem zrozumieć.

A tą drugą Osobę teraz? Jej nie potrafię zrozumieć. Nie potrafię… Odeszła. Bez podania powodu. Bez pożegnania. Bez rozmowy. Bez ani jednego słowa… Boli, oj boli… Ta dziewczyna była pierwszą dziewczyną, o której serce tak naprawdę i świadomie walczyłem. Mało brakowało, a byłbym je zdobył. Ale koniec końców oczywiście przegrałem. Zawsze przegrywam. Cieszyłem się jednak z tego, że pozostaliśmy w kontakcie, że mimo iż już kogoś miała, chciała jeszcze ze mną rozmawiać. Cieszyłem się bardzo, że pozostaliśmy przyjaciółmi. Bardzo to było dla mnie ważne. I wszystko było między nami OK. Aż do teraz…

Boli okropnie. W moim życiu uczuciowym, tylko jedno jedyne przykre zdarzenie zabolało mnie tak mocno, jak ten nagły, weekendowy w tył zwrot. Tylko jedno…

Advertisements

Posted on 17 września 2007, in Oghaim, Smaointe, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: