Sen to, czy Jawa…? :)

To pytanie zadaję sobie wciąż od kiedy przedwczoraj późnym wieczorem wróciłem z Rodzicami z grilla u naszych przyjaciół. Wróciliśmy, położyłem się spać, i po chwili odchyliłem nieco głowę. Patrzyłem w ciemności na ścianę, na miejsce, gdzie wisi pamiątka z mojej Pierwszej Komunii Świętej, oraz duży złoty krzyż z mojego Bierzmowania. Patrzyłem te pamiątki w ciemnościach, i w duchu próbowałem jakoś godnie i sensownie podziękować Bogu za jeden z najcudowniejszych dni moich tegorocznych wakacji…

Nasi przyjaciele, których odwiedziliśmy i którym chciałbym dedykować z najgorętszymi podziękowaniami tę notkę, to rodzina po prostu PRZESYMPATYCZNA i PRZEKOCHANA… To małżeństwo, z którym Mama chodziła do podstawówki. Przyjaźnią się do dzisiaj i często (wspólnie z paroma innymi znajomymi z podstawówki) organizują spotkania, właśnie takie, jak to przedwczorajsze  


Mają piękny dom z dużym ogrodem – właśnie takim ogrodem, o jakim ja zawsze marzyłem…

Mają też psa – Kiarę, suczkę rasy Golden Retriever. Poznałem wiele psów (zarówno tutaj, jak i w Stanach), ale zaręczam Wam, że Kiara jest wyjątkowa. Nigdzie indziej nie znajdziecie drugiego takiego psa. Kiaruś jest NAJUKOCHANSZYM stworzeniem na świecie…


Długo będę pamiętał to szczególne, wspaniałe popołudnie – pojechaliśmy o 17, a wróciliśmy o 23:30… Najpierw wszyscy zgromadziliśmy się przy wielkim grillu. Było mięsko, chlebuś i moje ulubione grillowe jedzonko – pieczone ziemniaczki z masełkiem. Mmmm…  


Gdy się ściemniło, a wielkie ognisko dalej płonęło, było tak niesamowicie romantycznie i tajemniczo… 

Było też parę elementów orientalnych. Basia (już dawno uzgodniliśmy, że będę Jej mówił po imieniu) i Pan Paweł jeżdżą z dziećmi odczasu do czasu na różne wycieczki po świecie. Ostatnio byli w Dubaju, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Przywieźli stamtąd (poza zdjęciami) unikalne pamiątki – tradycyjne męskie i kobiece stroje arabskie, noszące wspólną nazwę Galabija; przywieźli też stamtąd arabską fajkę na tytoń owocowy, zwaną szisza. Ciekawe rzeczy, nie powiem…

My tu narzekamy na 30-stopniowe upały, ale wyobraźcie sobie, że jak nasi przyjaciele wylądowali w Dubaju o 23. naszego czasu, było tam ponad 40 stopni. Ponad 40 stopni w nocy!


Po grillu dostałem zaproszenie od Sylwii (najstarszej córki Basi i Pana Pawła), oraz jej chłopaka Piotrka, na wspólny seans filmowy, z którego to zaproszenia z przyjemnością skorzystałem  

Przyznam się Wam szczerzę, że bardzo mi Sylwii brakowało. Ostatni raz widzieliśmy się prawie 3 lata temu, mieliśmy więc przedwczoraj wiele zaległości do nadrobienia…

 


Poznałem też przy okazji Jej chłopaka, Piotrka… Przysięgam: gdyby na świecie było więcej takich facetów jak On, dziewczyny naprawdę nie miałyby na co narzekać. On ubóstwia Sylwię, cały czas trzyma za rękę i patrzy w Jej oczy… Piotrek jest typem romantyka i myśliciela: umie patrzeć daleko i głęboko…   Wyznaje filozofię „dwutorowości życia”: jest to takie spojrzenie na wszystko, jakie mi nigdy nie przyszło do głowy; nigdy o życiu nie myślałem w taki sposób. Jako że jeszcze nie do końca rozumiem ten koncept, nie będę próbował Wam go tutaj wyłożyć; „dwutorowość życia” jest w dużym uproszczeniu przekonaniem, iż każdy, najwspanialszy, najszlachetniejszy nawet czyn ma swoją drugą, ciemniejszą stronę; to przekonanie, iż w każdej rzeczy, nawet najbardziej pozytywnej, są jakieś negatywne elementy. Arcyciekawe spojrzenie na wszystko…

 


Zgodnie z zasadą przypisaną naszemu imieniu: „Wszystkie Piotrki powinny trzymać się razem”, wymieniliśmy się z Piotrkiem namiarami i będziemy utrzymywać kontakt ze sobą. On od razu przypadł mi do serca; możecie mi wierzyć, że takich fantastycznych facetów i ludzi jak Piotrek jest na świecie naprawdę mało; i to sprawia, że są oni tym cenniejsi dla wszystkich, którzy mają z nimi styczność…   

 


Jeszcze jedna rzecz sprawia, że ten nasz przedwczorajszy wypad ma dla mnie  szczególne znaczenie. Otóż, gdy spotkanie nasze i rozmowy dobiegały końca i wracałem do domku, dostałem od Piotrka i Sylwii wyjątkowy podarunek: marokańską bransoletkę ze skóry i rzemieni. Oboje byli niedawno w Maroku, gdzie nabyli taką śliczną bransoletkę składającą się z kawałka skóry przewiązanej rzemieniami. Przez jeden ze sznureczków przewleczony jest kawałeczek drewna, na którym została wyryta para oczu, a pomiędzy oczami liczba 1320. Nie wiem co to znaczy, ale bransoletka jest naprawdę śliczna. Mam ją teraz na ręce i będę ją nosił zawsze…

 


Co za CUDOWNY, PIEKNY dzień to był – wspaniały Sen, i piękna Jawa…  
Reklamy

Posted on 23 lipca 2007, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: