Niekontrolowany natłok myśli…

Na wstępie chciałbym z głębi serca przeprosić wszystkie osoby, które goszczą na mej Polanie i komentują moje skromne przemyślenia…Wiem, że parę osób martwi się, czemu już notek nie piszę. Otrzymuję również wiele zachęt do dalszego pisania. Bardzo Was, Kochani, przepraszam, lecz w ostatnich dniach bardzo wiele myśli kłębi się w mojej głowie; jest ich tak wiele, że nie daję sobie rady z ich uporządkowaniem. Stąd tak długa przerwa w mojej blogowej działalności. Ta  przerwa byłaby zapewne jeszcze dłuższa, gdyby nie nieoceniona pomoc Mojej Ukochanej, Jedynej na Świecie Siostrzyczki, która znowu przyszła do mnie dzisiaj (nie było Jej u mnie dosyć długo, ani przez długi czas nie rozmawialiśmy dłużej, gdyż jest Moja Bieda bardzo zabiegana, załatwia teraz bowiem sprawę ze studiami)…

Było tak CUDOWNIE! :*  :* Wiele rzeczy ostatnio złożyło się na to,iż czuję się bardzo samotny i smutny; czuję się jak zwierzę zamknięte w klatce, bezustannie kroczące w te i we wte w swym zamknięciu, a z każdym krokiem jest coraz bardziej sfrustrowane, bo z klatki nie ma ucieczki. Otóż swoją wizytą dzisiaj u mnie, Moja Siostrzyczka znacząco otworzyła drzwi mojej klatki, w dużej części ukoiła moją samotność i sprawiła, że poczułem się lepiej. Dzięki Niej mam w sobie znowu impuls do pisania notek; zobaczymy, na jak długo mi go starczy… DZIEKUJE CI SIOSTRA, BARDZO, BARDZO CI DZIEKUJE… KOCHAM CIE CALYM SERCEM….  :* :* :*    


Tytuł mojej dzisiejszej notki jest równocześnie tytułem jednej z piosenek zespołu mojego przyjaciela Dawida. Ten tytuł najlepiej oddaje obecny mój stan…


W ciągu ostatnich kilku dni przydarzyły mi się dwie rzeczy, które postaram się teraz w miarę dokładnie opisać…


W poprzedniej notce napisałem, że Rodzice najpewniej szykują coś dla mnie z okazji Imienin i miałem rację. Dzień po wspomnianej notce, 1 lipca, Rodzice zorganizowali mi wspaniały wypad do Szczawnicy i na Słowację 🙂  Strasznie się ucieszyłem…Szczawnica to jedno z moich ulubionych miejsc, jest naprawdę urocza. Szczawnica i znajdujący się w niej Pieniński Park Narodowy, gdzie w XIII wieku schroniła się przed najazdem mongolskim Św. Kinga. Jest tam nawet taka mała kapliczka Jej poświęcona. Słowo daję – święta Kinga wiedziała, gdzie się schronić…Niesamowite formacje skalne… górale i konne bryczki… świeże powietrze…Jak okiem sięgnąć nic tylko zieleń… W takich miejscach człowiek naprawdę czuje, że żyje… Czuje to całym ciałem i całą duszą… Wędrowaliśmy sobie długą ścieżką wśród drzew, słuchając śpiewu ptaków i szumu rzeki płynącej w dole. Podczas naszej wędrówki zauważyliśmy po jednej stronie taki skalny występ, podwyższenie. Tata wwiózł mnie na owe podwyższenie, chwilę tam pobyłem. Czułem się iście jak król spoglądający z wysokiego tronu na swoich poddanych…Wędrując tak, dotarliśmy w końcu do granicy polsko-słowackiej. Jako że mieliśmy dowody osobiste, przekroczyliśmy granicę i kontynuowaliśmy nasz cudny spacer, już po słowackiej stronie. Tutaj muszę napisać, że Słowacy o wiele lepiej dbają o swoje drogi, niż Polacy o swoje…i to nie tylko o takie ścieżki spacerowe, lecz również o autostrady (byłem na Słowacji już nieraz, więc mam niejakie porównanie). Polacy, wygląda na to, muszą się jeszcze troszkę od innych narodów nauczyć… Po południu zjedliśmy całkiem smaczny obiadek w jednej ze szczawnickich restauracji, po czym pojechaliśmy. Nie pojechaliśmy jednakże do domu. Wykorzystując bliskość granic naszych południowych sąsiadów, Mama nabyła parę koron w kantorze, z zamiarem zrobienia zakupów. Pojechaliśmy ze Szczawnicy do Mniszku nad Popradem, gdzie po raz drugi przekroczyliśmy granicę…  Rodzice zrobili zakupy i wróciliśmy do domu… Ogólnie rzecz biorąc, ten wypad był jednym z najwspanialszych moich dni. Każdemu życzę takich dni, jak ten mój niedzielny pierwszego lipca… 🙂   


Druga rzecz bardzo ciekawa a warta odnotowania tutaj zdarzyła się 5. lipca, kiedy to pojechaliśmy do Sowlin (leżą za Limanową), do syna jednej naszej (mojej, mojej Mamy, i mojej Babci) znajomej ze Stanów. Była to długa i ciekawa wycieczka – właśnie taka, jaką najbardziej lubię… Wracając ze Sowlin do Sącza, zobaczyliśmy na niebie przepiękną, kolorową tęczę… I to podwójną na dodatek. Jedna tęcza była na środku nieba, a druga zaraz obok. Wyglądało to po prostu przepięknie….


Jako że znajduję się obecnie w takim, a nie innym stanie ducha, wiele rozmyślam i wspominam (mam tak zazwyczaj, ale ostatnio to jakoś szczególnie). Najwięcej i najczęściej myślę o Trzech Niesamowitych Dziewczynach, moich Trzech Aniołach tutaj na Ziemi; te osoby tyle dla mnie znaczą, nie wiem, jakbym sobie bez nich poradził… Pisałem już o nich w notce zatytułowanej
„Gwiezdne rozmyślania…”, ale może przypomnę Je Wam, co Kochani?  Są to: Moja Siostrzyczka, jedna Moja Wspaniała Przyjaciółka, oraz Meagan, mój Anioł z Ameryki… Cowieczór z całego serca dziękuję Bogu za te Piękne Trzy Anielice, które mi zesłał….  🙂

Poza Moimi Aniołami, zorientowałem się, że często myślę też o innych dziewczynach (ale to Moje Trzy Anioły mają w sercu mym i umyśle pierwszeństwo). Myślę bowiem o Kindze (pisałem już o Niej tutaj – to ta niesamowita dziewczyna, która ma chłopaka-Amerykanina), a także o czterech innych dziewczynach, przyjaciółkach z czatów o fantastyce, na których często bywam… Myślę o jednej Wiedźmince, o jednej Amazonce i o dwóch Elfkach…Myślę o tym, co one akurat porabiają, kiedy znowu sobie pogadamy… Tęsknie za nimi, przyznam się szczerze. Parę z tych dziewczyn wchodzi czasem na mego Bloga, więc mam nadzieję, że jak wejdą, będą wiedzieć, że teraz mówię właśnie o nich…. A co do Kingi, to poza tym, że myślę o Niej, martwią się o Nią. Gdy patrzę na prognozę pogody i widzę, jakie w Grecji są teraz upały, łapie się za głowę normalnie. Ciekaw jestem, jak sobie Kinia tam radzi….

Oprócz tych rozmyślań, co noc powracają Wspomnienia… Wspomnienia wszystkich dziewczyn, które kiedyś kochałem…. Wspomnienia dwóch moich związków na poważnie… Wspomnienie jednej dziewczyny, o której serce walczyłem i którą prawie zdobyłem… Ale „prawie” robi dużą różnicę. A w tym wypadku: wręcz ogromną. Ech….


No tak, Kochani Moi…. Takie jest teraz to moje lekko zakręcone życie… Zaiste – „niekontrolowany natłok myśli”….

Reklamy

Posted on 12 lipca 2007, in Oghaim, Smaointe, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: