Wspaniały czas… :)

Ta notka dotyczy tego wszystkiego, co się ostatnio zdarzyło  w moim życiu, a dokładniej tego, co miało miejsce od piątku wieczorem do niedzieli wieczorem, jak i troszkę później…

W piątek wieczorem odbyłem na gg pierwszą od dłuższego czasu dłuższą rozmowę z Moją Cudowną Siostrzyczką (    )… Wreszcie zaczęliśmy nadrabiać zaległości, skończył się nasz wspólny koszmar: mianowicie najdłuższa rozłąka w życiu…. To było straszne…. Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie przeżyjemy czegoś takiego…
Ale nasz przypadek chyba jedynie potwierdza związek między rozłąką a tęsknotą – im dłużej nie widujesz osoby, na której bardzo Ci zależy, tym mocniej za tą osobą tęsknisz…

My tak się za sobą stęskniliśmy, że naprawdę nie mogliśmy się nacieszyć swoją obecnością, najpierw przy monitorach, a następnego dnia – w cztery oczy, bo Moje Słońce przyszło do mnie! 😀 :*    Jak to zwykle bywa przy naszych spotkaniach, przegadaliśmy i poprzytulaliśmy się całe cudowne dwie godziny… Dziękuję Ci, Najukochańsza Siostrzyczko…. Dziękuję za to, że przychodzisz do mnie i zawsze jesteś ze mną… Nadchodzą wakacje i mam nadzieję, że takich spotkań jak to sobotnie, będzie jak najwięcej (czekam również na dłuuugi spacer z Tobą)… Kocham Cię, Sisku…  :* 

W niedzielę zaś spełniło się drugie moje z dawna wyczekiwane marzenie – pojechaliśmy wreszcie do Marcinkowic, do Cioci… Wymodliłem sobie piękną pogodę i w końcu pojechaliśmy… Jak pisałem w notce przed wyjazdem, był mi on bardzo, ale to bardzo potrzebny… Spędziliśmy u Cioci cały dzień i po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni całkowicie zapomniałem o nauce i podreperowałem mocno nadwątlone już siły…
Po obiedzie udałem się z Ciocią na długi spacer… Nie dałbym głowy, że nie przemierzyliśmy całych Marcinkowic 🙂  
Spacerowaliśmy po głównych drogach i tych bocznych, po łąkach…po długim moście nad Smolnikiem (rzeką, która płynie przez Marcinkowice, a na końcu swej drogi wpada do Dunajca). To było CUDOWNE…. Swieże powietrze, cisza i spokój, dookoła piękna przyroda. Jak w Raju… Czegóż chcieć więcej? Dzięki Bogu, że są na świecie takie miejsca, jak moje Marcinkowice…

Weekend się skończył, a ja myślałem sobie: „I znowu czeka mnie powrót do szarej rzeczywistości…”. Okazało się jednak, że mijający właśnie tydzień również miał w zanadrzu coś dla mnie…

Dostałem bowiem meila od Meagan – Amerykanki, jednej mojej serdecznej przyjaciółki, którą poznałem podczas mojego ostatniego pobytu w USA; poznaliśmy się w moim szpitalu na ćwiczeniach, przyjechała tam z innego stanu (ja mieszkałem w stanie Illinois, a Ona mieszka w Oaklahomie – 12 godzin drogi samochodem). Od razu bardzo się polubiliśmy… Śliczna i wrażliwa dziewczyna, posiadaczka najbardziej niezwykłych oczu, jakie kiedykolwiek widziałem u dziewczyny; porusza się na wózku inwalidzkim. Napisałem do Niej parę ciepłych słów, Ona odpisała mi tym samym. Powiedziała, że uwielbia czytać moje meile, gdyż dzięki nim, cały Jej dzień staje się lepszy…
Bardzo tęsknimy za sobą – nie widzieliśmy się już ładnych parę miesięcy… Meagan napisała ostatnio, że zamierza przyjechać do Polski i spotkać się ze mną… Takie spotkanie byłoby dla nas obojga czymś naprawdę wspaniałym… Napisała mi: „NA PEWNO znajdę sposób”. Zobaczymy – być może nasze wspólne marzenie spełni się niedługo…  
 🙂

Kochani Moi! Życzę Wam z całego serca, abyście i Wy jak najczęściej doświadczali takich cudownych chwil, jak ja ostatnio… 🙂

Reklamy

Posted on 24 Maj 2007, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: