O tym i owym, czyli co w ostatnich dniach zdarzyło się…

I znowu nastąpiła dłuższa prezerwa w pisaniu na Blogu, spowodowana tym razem nie dołkiem, lecz zdecydowanie zbyt szybko płynącym czasem i prawie kompletnym jego braku w moim przypadku, co ostatnio dosyć często przyprawia mnie o niemały ból głowy…

Na początku weekendu w zeszłym tygodniu skorzystaliśmy z Rodzicami z pięknej pogody i w piątek udaliśmy się na długi spacer i zakupy… Jak ja uwielbiam takie dni…    Wtedy naprawdę czuję, że żyję…

Na dodatek podczas zakupów w „Europie”, znalazłem w miejscowym „Empiku” (bardzo lubię tam chodzić, zawsze można tam na coś ciekawego natrafić) coś, czego w ogóle nie spodziewałem się znaleźć – mianowicie, polskie tłumaczenie trzeciej części „Gwiezdnych Wojen”: „Zemsty Sithów”…  :o) Jeszcze w Stanach czytałem tę powieść na podstawie scenariusza i opowiadania George’a Lucasa i zastanawiałem się, czy będzie można ją znaleźć tutaj… Nie miałem zbytnio nadziei na to, przecież filmowa premiera „Zemsty Sithów” była już dawno, kilka miesięcy temu. Nie miałem nadziei, ale od powrotu do Polski szukałem tej książki…i opłaciło się… Strasznie się cieszę… Mam już wszystkie 6 części książkowych „Gwiezdnych Wojen” po polsku…

Piątkowy wieczór również był cudowny, a to za sprawą filmu, który o 20:00 leciał na Polsacie – „Robin Hood: Książę Złodzei” z Kevinem Costnerem… To jest chyba drugi mój najbardziej ukochany film, zaraz po „Bravehearcie – Walecznym Sercu”… Uwielbiam ten film, i piosenkę końcową: „Everything I Do (I Do It For You)” w wykonaniu Bryana Adamsa … Przetłumaczyłem ją kiedyś, tak, dla własnej przyjemności. Niedługo zamieszczę to moje tłumaczenie tutaj, ciekaw jestem Waszej opinii…  🙂

W sobotę był pięknej pogody ciąg dalszy, więc „wybyłem” z Rodzicami na działkę mojego Wujka, na której nie byłem od ponad 2 lat… Ależ było Cudnie! Prawie nic się tam nie zmieniło, poza tym, że nic jeszcze nie kwitnie, bo zbyt wczesna pora… Jest tam też taka wielka jaboń, której jedna połowa stoi na działce Wujka, a druga na sąsiedniej działce. Zawsze lubiłem przesiadywać w jej cieniu…. Jako że nie mogłem sobie tym razem pod nią usiąść, usiadłem na leżaczku, twarzą na pół do cienia, a na pół do słonka… Zamknąłem oczy, westchnąłem…i odpłynąłem. Poczułem się taki lekki, wolny…czułem się tak, jakbym leciał….leciał wysoko i daleko, jak ptak… Niesamowite uczucie.

W niedzielę nastąpił powrót do szarej rzeczywistości w czterech ścianach domu, bo trzeba było się uczyć na poniedziałek i wtorek…
W poniedziałek i wtorek zebrałem pare ocen, dobrze wchodząc w kolejny tydzień nauki. Dzisiaj miałem nawet dobry dzień jak na środę, gdyż zamiast zwyczajowych pięciu nauczycieli, miało być trzech, a ostatecznie przyszło tylko dwóch. Czasem się trafia jakaś odmiana w rutynie… 😉
Jutro będzie jak zwykle angielski i polski, a od godziny 13:00 weekend, poprzetykany troszkę zadaniami domowymi…

Weekend…jakże jestem za niego wdzięczny po pracowitym tygodniu…  

Advertisements

Posted on 18 kwietnia 2007, in Oghaim, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: