Wspomnienia sprzed dwóch lat…

To już dwa lata… Boże, jak szybko ten czas mija…niesamowite…  Wydaję mi się, jakby to było zaledwie wczoraj – jakby tylko jeden dzień minął od tego wydarzenia, a nie całe dwa lata…

Pamiętam to doskonale: byłem jeszcze w Stanach wtedy, za oknem strasznie lało. Dzisiaj myślę, że ten deszcz to były łzy – od rana Matka Boża płakała z powodu Jego śmierci…
Od kilku dni z zapartym tchem śledziliśmy w radiu i telewizji wiadomości o stanie zdrowia Papieża. Wiedzieliśmy jak było ciężko… Gdzieś tam głęboko, w najdalszych zakamarkach naszych umysłów i serc, widzieliśmy, że to już koniec. Wiedzieliśmy to, ale równocześnie gorąco się modliliśmy o każdy dodatkowy dzień z Nim, o każdą, najmniejszą nawet chwilę… Bo to przecież nie mieściło się w naszych sercach, aby Kogoś tak Wyjątkowego, jak Jan Paweł II, mogło kiedykolwiek zabraknąć… Serce w to nie wierzyło, nie dopuszczało tego nawet do siebie…a Rozum (jak zawsze do bólu logiczny), wiedział, że śmierć jest naturalną koleją życia…wiedział , że On kiedyś odejdzie…i odszedł…

To było 2 lata temu. W Chicago lało jak z cebra, cały dzień była szaruga… Ja siedziałem przy kompiku, czekałęm na jedna przyjaciółkę z czatu… Pierwszy, przedpołudniowy serwis podał tą wiadomość – rozpłakałem się, zresztą, jak zapewne większa część świata…

Nie mogłem w to uwierzyć… Papież zawsze był, i wciąż jest, autorytetem dla mnie… Jedno z moich największych marzeń było pojechać kiedyś do Watykanu i spotkać Go osobiście… Teraz to się już nigdy nie spełni. Bardzo zazdrościłem mojemu kuzynowi Tomkowi, który, gdy był młodszy, pojechał właśnie do Watykanu i ma do dzisiaj na pamiątkę zdjęcie z Papieżem…ależ mu zazdroszczę…

Minęły już dwa lata. Trwa proces beatyfikacyjny naszego Papieża, naszego „Wujka”… Być może Papież Benedykt XVI zechce jeszcze bardziej skrócić kościelne procedury i Karol Wojtyła  stanie się „Santo Subitto” – chociaż tak prawdę mówiąc, „Santo” to On był od zawsze… Proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny są w przypadku Jana Pawła II jedynie formalnościami… Może Jego następca zechce je skrócić w takim razie…? Zobaczymy.

Tuż po śmierci Papieża-Polaka dało się wyczuć jakąś zmianę – powszechne postanowienie poprawy, zmiany życia na lepsze. Przez jakiś czas rzeczywiście tak było. A teraz minął już rok… I czy choć przez chwilę zastanawiamy się dzisiaj, co zostało z tego naszego postanowienia…? Czy się zmieniliśmy, tak jak obiecaliśmy to sobie i innym..? Warto się nad tym zastanowić, Moi Kochani… Bo tak naprawdę, nasz „Wujek” wciąż jest z nami, wciąż jest obok nas, tylko że teraz nieco inaczej niż przedtem. Ale to niczego nie zmienia. On wciąż na nas patrzy, patrzy z Góry…widzi wszystko, wszystko słyszy, każdą naszą myśl… i dokładnie wie, czy się naprawdę zmieniliśmy, w jakim stopniu się zmieniliśmy…i czy już o tym postanowieniu zapomnieliśmy…

Reklamy

Posted on 2 kwietnia 2007, in Oghaim, Religia, Smaointe. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: