Słońce znowu spogląda zza chmur… :)

Przez tydzień niczego tutaj nie pisałem, wiem. Wpadłem w dołek, na który złożyło się parę spraw, między innymi to, że mało kto komentuje tutaj – zwątpiłem czy umiem pisać dobre notki… Ale teraz już powoli z owego dołka wychodzę, i postaram się coś sensownego napisać.

Jedna z moich znajomych twierdzi, że te powody, dla których wpadłem w dołek, nie są jeszcze wcale powodami do dołowania się. I pewnie ma rację. Ale ja nie potrafię się nie martwić o przyjaciół, o to, jak sobie radzę z nauką… Taki już jestem i nie zmienię się.

Tytuł mojej dzisiejszej notki ma dwojakie znaczenie: pogoda poprawia się i słonko rzeczywiście znowu spogląda zza chmur (ku uciesze mojej i większości osób, jak sądzę   ), jak również zaczynają się rozwiewać chmury, które ostatnio nagromadziły się w moim sercu…

Rozpraszanie tych chmur zaczęło się od rekolekcji we czwartek…od modlitwy i Komunii Swiętej w kościele…oraz od przyjaciół i krewnych, których pod kościołem spotkałem. Dzień później, po Spowiedzi i rekolekcjach piątkowych, wpadły do mnie 3 przyjaciółki – Kinga, Marta i Angelika. Było naprawdę Fantastycznie! 🙂  Takie spotkania i takie momenty, jak te piątkowe nadają życiu sens i pozwalają czerpać siłę do znoszenia szarej i ciężkiej codzienności. Jeszcze wieczorem tego samego dnia uciąłem sobie na pół przez gg a na pół przez telefon, pogawędkę z Moją Kochaną Siostrzyczką (jak ja uwielbiam te nasze rozmowy, Sisku  :* ). Kasiu, Kiniu, Martuś, Andziu – bardzo, bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście….   :*

Kulminacyjny punkt poprawy mego nastroju miał miejsce dzisiaj – udałem się z Rodzicami do kościoła, aby poświęcić palmę (wprawdzie nie tak piękną i okazałą, jak te z Lipnicy Murowanej, ale i tak śliczną). Po Mszy udaliśmy się na długi spacer… Tego mi było trzeba! Już od dłuższego czasu marzyłem o tym, aby na dłużej wyjść z domu… Parę razy o mało z wózka nie wyskoczyłem, tak się cieszyłem, i nadal się cieszę…

Podczas spaceru wstąpiliśmy na cmentarz… Powiedziałem Mamie i Tacie, że wreszcie spłacę „dług”, jaki mam wobec moich dwóch Dziadków i jednej Babci, którzy tam leżą. Od przyjazdu z USA nie miałem okazji ich odwiedzić, i było mi z tego powodu bardzo przykro. Ale dzisiaj chodziłem pomiędzy alejkami, odwiedziłem i Babcię i Dziadków, porozmawiałem z Nimi i pomodliłem się za Nich.. Zostawiłem na grobie Dziadka Kazika (ojca Mamy) moją poświęconą palemkę, na pewno się ucieszy z prezentu…

Zdaliśmy sobie z Rodzicami sprawę, że dokładnie pod koniec kwietnia będzie już 9 lat, jak Babcia Maria (matka Taty) odeszła od nas… Niesamowite, jak szybko ten  czas leci. Ani się człowiek nie obejrzy nawet…

Po wizycie na cmentarzu wskoczyliśmy jeszcze na chwilę do sklepu.

Jestem naprawdę zadowolony. Życzę sobie (jak i też wszystkim moim przyjaciołom i krewnym), aby takich weekendów, jak ten, który ja miałem od czwartku do dzisiaj, a który niestety właśnie mija, było w naszym życiu jak najwięcej….

Reklamy

Posted on 1 kwietnia 2007, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: