O różnych rzeczach

Zycie jest piękne, chociaż czasem są w nim cienie..

Wczoraj znowu przyszło do mnie parę koleżanek z klasy – pokibicowaliśmy Małyszowi, pogawędziliśmy sobie, pośmialiśmy się trochę. Takie właśnie momenty są w życiu najpiękniejsze…  🙂 Ciekaw jestem, czy Małysz zdobędzie kolejną Kryształową Kulę? Jest już bardzo blisko…

Jedna z moich przyjaciółek przechodzi teraz trudny czas… Martwię się o Nią, chciałbym Jej pomóc, ale nie wiem jak… Mam nadzieję, że wszystko u Niej będzie dobrze…

Oglądałem w zeszły czwartek i we czwartek tydzień temu film „Karol – człowiek, który został Papieżem”. Piękny i wzruszający… Prawie płakałem oglądając go… To juz prawie dwa lata, jak Naszego Papieża nie ma z nami…ależ ten czas szybko leci…
Być może niedługo formalnie zostanie Świętym… Mówię: „formalnie”, bo dla większości Polaków, Jan Paweł II już od dawna jest Świętym. Gdy zostanie wyniesiony na ołtarze (bo co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości), to będzie czuwał nad nami w sposób jeszcze bardziej szczególny, jeszcze pełniejszy niż do tej pory…

Mówiłem, że prawie płakałem oglądając film. Zawsze się wzruszałem, ale ostatnio często mi się to zdarza – często się wzruszam, prawie do łez…

We czwartek wieczorem, oglądając „Karola…”, rozmyślałem sobie o Aniołach. Tych w Niebie i tych tutaj na ziemi, ukrytych pod postaciami naszych bliskich – Rodziny i Przyjaciół…   🙂

Przy okazji rozmyślań o Aniołach, przypomniała mi się jedna z moich ulubionych piosenek – „Angels” Robbiego Williamsa. (mój ulubiony zespół, „Gregorian”, wykonał kiedyś swoją przeróbkę tego przeboju). I przypomniało mi się moje tłumaczenie tej piosenki, które kiedyś napisałem dla Mamy…

Tym moim tłumaczeniem kończę tą notkę, zostawiając Was, mam nadzieję, w anielskich nastrojach 🙂

Anioły

 

Siedzę i czekam…

Czy aniołowie rozmyślają nad moim losem?

A czy znają Oni miejsca, do których się udajemy, gdy starzy się stajemy i siwi?

Powiedziano mi:

Zbawienie… Dzięki niemu Aniołowie skrzydła swe rozpościerają…

 

Leżę w łóżku, w głowie tysiąc myśli

Czuję, że miłość umarła.

Ale jednak nie.

 

Ja kocham Anioły…

 

A dzięki temu Ona mnie chroni

Wiele Uczucia i Zrozumienia od Niej dostaje co dzień

Nieważne, czy błądzę, czy idę przed siebie.

 

I w dół lecę niczym wodospad

Dokądkolwiek mnie zaprowadzi

Życie mnie nie złamie.

Gdy ją zawołam – odpowie mi zaraz.

 

Ja kocham Anioły…

 

Czuję się słaby

A mój ból idzie jednokierunkową ulicą

Jestem załamany…

Wtedy – patrzę w górę

I wiem już: zawsze będę kochany.

 

Ciepło rośnie we mnie

Ona daje mi siłę, by żyć.

 

Kiedy miłość umrze – bać się nie będę.

Wtedy zwyczajnie na progu sobie siądę

I pomyślę:

 

Ale ja wciąż kocham Anioły…

Advertisements

Posted on 24 marca 2007, in Oghaim, Religia, Smaointe, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: