Błędne koło…

Ostatnio coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w sprawach sercowych wisi nade mną jakieś fatum….

Od samego początku mam niesamowite szczęście być otoczonym przez piękne i mądre dziewczyny, zarówno w realu, jak i na necie – same ideały….
I częstokroć zdarza się tak, że w pewnym momencie przestaję myśleć o jednej z tych dziewczyn jedynie jak o przyjaciółce, a zaczym myśleć sobie, jakby to było ją pocałować, chodzić z nią…sprawiać jej różne niespodzianki – po prostu się w niej zakochuje…

W przypadku moich znajomości netowych wygląda to tak: wyznaję jej miłość przez gg, ona jest zaskoczona… Ja piszę dla niej wiersz… Po jakimś czasie obiecuje mi, że zawsze tak będzie jak teraz, ze zawsze będę jej Rycerzem, Opiekunem…
I przez jakiś czas, rzeczywiście tak jest… Ale jako, że moje netowe miłości zazwyczaj mieszkają na drugim końcu Polski, nadchodzi czas, kiedy brutalna rzeczywistość upomina się o swoje… Pojawia się Ten Drugi…ten, który jest bliżej, jest przystojniejszy i lepszy ode mnie… Ona naturalnie jego wybiera, a ja pozostaje jedynie przyjacielem…

W realu sprawa wygląda podobnie – przychodzi w odwiedziny do mnie dziewczyna, która bardzo mi się podoba. Rozmawiamy i ja w pewnym momencie myślę, jakby to było ją pocałować… Od tego momentu przez całą resztę spotkania zbieram w sobie odwagę, żeby ją o ten pocałunek poprosić… I kiedy już, już mam to zrobić – ona mówi: „muszę iść”…. Dostaję całuska w policzek, Ona idzie – a ja przez całą resztę dnia przeklinam się w duchu, że jestem takim tchórzem… Bo ja od zawsze byłem nieśmiały…na gg wyznania miłosne idą mi jakoś lepiej, chociaż też nie bez dogłębnych przemyśleń najpierw… Ale na żywo to już całkowita porażka…   Nie potrafię wykrzytusić z siebie słowa, jeśli przypadkiem zaczynają się tematy o miłości…nie potrafię jej o tym powiedziec, jak bardzo mi się podoba, jak bardzo chciałbym z nią być…

Jest wiele dziewczyn, które mi się podobają, ale które nigdy się chyba nie dowiedzą, jak bardzo…

A przynajmniej, nie dowiedzą się tego ode mnie…

I w takim oto błędnym kole żyję… Odkąd sie pierwszy raz zakochalem w wieku 11 lat, wiele razy sklejalem swoje serce na nowo… Dziwię się, że sie jeszcze jakoś kupy trzyma….ech…
W naszej kulturze jest taki glupi zwyczaj, ze to chlopak musi zrobic 1 krok… A dziewczyna czeka… I dlatego ja w takim błędnym kole żyję…. I jeśli będzie dalej tak, jak teraz, nigdy się z tego koła nie wydostanę…:/

Przestałem już na cokolwiek liczyć., jeśli chodzi o sprawy sercowe… Pogodziłem się….

Advertisements

Posted on 18 lutego 2007, in Oghaim, Smaointe, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: